środa, 30 sierpnia 2017

Cześć, żyję. A wy?

Generalnie nie chciałam już zaśmiecać tego bloga swoimi ogłoszeniami, ale cóż mogę zrobić, skoro nadal, mimo braku postów, odwiedza go minimum 300 osób dziennie? Jesteście świetni, serio.

Piszę tego posta, żeby dać Wam znać, że żyję, a nawet trzymam się super. Część z Was pewnie się ucieszy, a część tej części jeszcze bardziej, bo powiem, że moje super-trzymanie-się przekłada się właśnie na 57 (słownie: pięćdziesiątą siódmą) stronę nowego opowiadania, które piszę sobie już od września zeszłego roku. Sprawa wygląda tak, że publikuję go od prawie miesiąca, a mam 500 wyświetleń.

Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to serdecznie zapraszam na moje nowe opowiadanie "Patrząc zbyt uważnie", które dzisiaj otrzymało cudowną szatę graficzną, którą zaraz się pochwalę. Dla krótkiego wyjaśnienia, jest to fanfiction zawierające elementy Dramione, Fremione, Hinny i kilku innych pairingów. Długie wyjaśnienie znajdziecie poniżej.


Życie Harry'ego Pottera jest idealne. Ma wspaniałą rodzinę, chodzi do wymarzonej szkoły i mieszka w rajskim miasteczku na północno-zachodnim wybrzeżu Kornwalii. Jego przyjaciele również cieszą się życiem szytym na miarę. Rodzina Weasley jest liczna i bardzo barwna, Hermiona Granger jest pilną uczennicą, a Draco Malfoy mieszka w ogromnym szlacheckim dworze.

Jednak ten piękny obraz można tak prosto zburzyć, patrząc zbyt uważnie.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was tym opisem i przeczytacie to co do tej pory zamieściłam. Czekam na Wasze komentarze i opinie, które są dla mnie niesamowicie ważne.

Pozdrawiam i do zobaczenia na "Patrząc zbyt uważnie",
E.

niedziela, 16 października 2016

Expecto bawi się w internecie

Cześć miśki pyśki!

Może ktoś tu jeszcze zagląda, mimo że blog jest skończony. Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że po kilku namowach pisanych do mnie na maila, postanowiłam opublikować Her Draco również na Wattpadzie. Osobiście nie lubię tej aplikacji, głównie przez brak akapitów i możliwości justowania tekstu, ale czego się nie robi dla Was :D

kliknij w okładkę!

Poza tym, chciałabym Wam przypomnieć, że obecnie tłumaczę opowiadanie short-circuit-soulmate zatytułowane "A Fine Line Between Love And Hate". Jest podobne klimatem do "Her Draco", więc powinno się Wam spodobać. Póki co znajdziecie je tutaj, ale planuję na dniach rozpocząć jego publikację również na Wattpadzie.
Buziaczki,
E.

poniedziałek, 26 września 2016

NOWY BLOG

Cienka granica między miłością a nienawiścią napisana przez Short-circuit-Soulmate to fanfiction skupione wokół Hermiony Granger i Draco Malfoya, osadzone w tzw. Alternatywnym Uniwersum (AU). Akcja tego fanficiton ma niewiele wspólnego z kanonem utworzonym przez J.K. Rowling. W tej opowieści Voldemort nigdy nie spotkał się z Harrym na cmentarzu i nie został wskrzeszony, a Hermiona nie zaprzyjaźniła się z Harrym i Ronem, gdyż zostali przydzieleni do innych domów. 

Srebrni Huncwoci to grupa najpopularniejszych chłopaków w szkole. W jej skład wchodzą Harry, Ron, Blaise i Draco – paczka przyjaciół ze Slytherinu. Hermiona Granger jest jedną z najbardziej nielubianych uczennic. Przyjaźni się jedynie z Nevillem Longbottomem, który, tak jak ona, jest w Gryffindorze. Oboje prześladowani są przez Srebrnych Huncwotów. Pewnego dnia Blaise Zabini postanawia odkryć, co sprawia, że Draco znęca się nad dziewczyną.

wtorek, 6 września 2016

bez tytułu

Dwa lata temu, kiedy zaczynałam pisać Jestem Tylko Człowiekiem, wciąż żyłam Her Draco i tym jak bardzo mi i innym podobało się uczestniczenie w tej historii. Ale przyszła codzienność, a ja straciłam zapał. Jak się okazało miałam go później nigdy nie odzyskać.

Ale zacznę wszystko od początku. Niestety od 2012 roku zmagam się z depresją, raz jest lepiej, raz gorzej. Pisanie kiedyś pomagało mi bardzo, przelewałam wszystkie swoje troski na twardy dysk, wkładając moje problemy w życiorysy bohaterów. Momentami bywało tak źle ze mną, a tak dobrze z pisaniem, że zapełniałam dziennie prawie 20 stron A4. Ponad dwa lata była to dla mnie najlepsza terapia. Bo w końcu co pomaga lepiej niż satysfakcja z dobrze wykonanej pracy, którą się kocha i, co więcej, którą pokochali również inni? W tym całym szaleństwie doszłam do tego miejsca, gdzie już nie było słów. Patrzyłam w ekran komputera i widząc mały migający paseczek, przeklinałam pod nosem, że już nic nie potrafię. Że nie mogę. Że nie dam rady.

Wtedy przestałam pisać. Cokolwiek. Mimo że byłam najzdolniejszą uczennicą na lekcjach polskiego, już nią nie jestem, bo pisanie sprawia mi ból. Brakowało mi tego jak powietrza i nadal brakuje, ale nie potrafię wydusić z siebie ani słowa, które uważałabym za warte zapisania czy publikacji.

Minęły dwa lata odkąd przestałam pisać. Nadal czuję się jak bez ręki, ale są chwile, kiedy o tym zapominam. Pójście do liceum otworzyło przede mną zupełnie nowy świat. Wciąż obserwuję fandom, wciąż nie potrafię żyć bez Harry'ego Pottera, wciąż jestem dumną Gryfonką. I chyba to właśnie sprawiło, że zatęskniłam. Zatęskniłam za uczestniczeniem w tym wszystkim, za interakcją z innymi.

Powoli zaczynałam wchodzić na swoje stare blogi i przeglądać stare komentarze. Bywały dni, kiedy wchodziłam kilka razy na tydzień, żeby ku mojemu zdziwieniu zobaczyć, że ktoś je odwiedza. Potem zwróciłam uwagę na to, że zaczęły pojawiać się komentarze. I było ich coraz więcej. Nie mogłam tego tak zostawić.

Pół roku temu postanowiłam, że wrócę. Nawet jakbym miała nie pisać głównych opowiadań, mogłabym spróbować nawet pisać jakieś drabble albo one shoty. Chciałam ponownie zacząć pisać, małymi kroczkami. Ale wtedy okazało się, że za długo zwlekałam z decyzją. Google zablokował mi konto. Długo próbowałam się na nie dostać, test sprawdzający prawdziwość moich danych wypełniałam z 50 razy, pisałam do pomocy o to, żeby się nade mną zlitowali, że mogę ustalić z nimi wszystkie szczegóły dotyczące mojego konta, bo potrzebuję człowieka do pomocy, a nie maszyny, która twierdzi, że ja to nie ja. W końcu poddałam się. Nic nie dało się zrobić. Tyle mojej pracy zaprzepaszczone.

Znów powróciłam do normalnego rytmu życia. Kiedy 31 lipca swoją premierę miało Przeklęte Dziecko, zamówiłam swoją kopię, by dostać ją dziewięć dni później. I ponownie zatęskniłam. Tym razem już ze świadomością, że jeżeli chciałabym coś zrobić, musiałabym zrobić to od nowa. Ale niestety brak komputera i tak naprawdę pomysłu, od jakiej strony się za to zabrać spowodował, że miałam to jedynie w planach, a nie przeszłam do realizacji.

Pierwszego września, czekałam na moją przyjaciółkę na jednej z stacji metra, nadal ubrana na galowo, przeraźliwie zmarznięta i bez ustanku walcząca z niekontrolowanymi podmuchami wiatru, wywołanymi przez pociągi, które non stop podwiewały moją spódnicę odrobinę za wysoko. Czekałam piętnaście minut, aż zrezygnowana weszłam na fanfiction.net i odnalazłam historię, która wciągnęła mnie od pierwszego rozdziału. Niestety była po angielsku. Dla mnie to żaden problem, tym językiem posługuję się od 11 lat, ale ta opowieść była tak wspaniała, że poczułam chęć, żeby wszyscy mieli okazję ją poznać. I tak narodził się pomysł. Przetłumaczę ją. Byłaby to idealna okazja do powolnego powrotu, poćwiczenia języka i ponownego wdrożenia się w potterowską blogosferę. Małymi kroczkami, wszystko małymi kroczkami.

Siedziałam przed komputerem mojej mamy i zaczęłam wymyślać potencjalne pseudonimy do mojej nowej ery potterowskiej. Nagle, coś mnie tknęło. Nie wiem z jakiego powodu postanowiłam zalogować się na konto. Wiedziałam, że jest zablokowane i nie ma na to najmniejszej szansy, ale spróbuję, a nóż stanie się cud. I stał się. Kiedy widziałam pasek ładowania się poczty, łzy szczęścia dosłownie pojawiły się w moich oczach. Spłynęły mi po policzkach, kiedy zobaczyłam ile maili dostałam od Was, mimo że tak długo czasu minęło odkąd byłam aktywna na blogu.

Dlatego chciałam powiedzieć "Dziękuję, że pamiętacie".

I dodać "Bo ja nigdy nie zapomniałam".

Do zobaczenia,
E.

środa, 5 marca 2014

Her Draco by Princess Expecto


Zapraszam na na mojego nowego bloga Jestem tylko człowiekiem. 


Jesteś nowy? Przeczytaj prolog, a rozdziały znajdziesz w Spisie treści :)




Prolog

Mroźne powietrze uderzało delikatnie o szyby dormitorium. Mimo tak nieprzyjemnej temperatury na zewnątrz w pomieszczeniu było rozkosznie ciepło. Ściany obite czerwoną tapetą ogrzewał rozpalony kominek. Naprzeciw paleniska stała szkarłatna, pikowana kanapa o złotych wykończeniach. Na niej siedziała dziewczyna. Jej kręcone, kasztanowe włosy opadały beztrosko na książkę, którą czytała. Jej lekturą była “Historia Hogwartu” Bathildy Bagshot. Przewróciła kartkę. Opuszkami palców przejechała po stronicy rozkoszując się jej nierówną teksturą. Rozległo się pukanie do drzwi. Brunetka niechętnie odłożyła książkę na mahoniowy stolik znajdujący przed kanapą.
- Kto tam? - zapytała.
- Ginny.
Wpuściła przyjaciółkę do środka. Wskazała jej miejsce na kanapie, którą wcześniej zajmowała. Rudowłosa usiadła.
- Przyszłaś w konkretnym celu, czy po prostu porozmawiać? Czytałam - powiedziała Hermiona i zajęła miejsce obok Ginevry.
- Chodzi o Harrego. Znów miał koszmar. Ron powiedział mi przed chwilą, kiedy pobiegłam do ich dormitorium. Obudził się z krzykiem.
Miona zmarszczyła czoło.
- Chodzi o ten sen co zwykle? Seria śmierci?
- Tak.
Po wygranej Harry wciąż obwiniał się za śmierć tylu niewinnych ludzi, w tym Dumbledora, Lupina, Tonks, Freda, Zgredka oraz wielu, wielu innych. Pluł sobie w twarz za to, że nie wykonał zadania szybciej, że nie przyłożył się do niego bardziej. Prawie każdej nocy budził się z wrzaskiem. Budziła go wizja wygranej Voldemorta i śmierci każdego, na kim mu zależało. Każdy martwił się o Wybrańca. Najbardziej jednak przejmował się Syriusz, ojciec chrzestny chłopaka, a zarazem jego jedyna rodzina.
- Chyba trzeba napisać do Łapy. Szczególnie teraz, przed świętami. Harry wróci na Boże Narodzenie do Doliny Godryka i znów przejdzie obok ruin swojego pierwszego domu. Może zacząć obwiniać się również o śmierć rodziców. Nie wiem, czy było to rozsądne ze strony Syriusza. Kupować dom akurat tam, gdzie oni zginęli, gdzie wszystko się zaczęło.
- Dobrze, że ma nas - powiedziała ruda klepiąc przyjaciółkę na ramieniu, dając jej tym samym do zrozumienia, że nie ma co się martwić i wszystko będzie dobrze - Nas, no i Draco.
Harry Potter i Draco Malfoy. Kto by pomyślał, że z wrogów staną się dobrymi kumplami. Wszystko zaczęło się od heroicznego wyczynu Pottera w Pokoju Życzeń w trakcie bitwy o Hogwart. Po uratowaniu życia zarówno Malfoyowi jak i Zabiniemu, Harry zyskał ich dozgonną wdzięczność, przeprosiny za lata nienawiści oraz ich przyjaźń. Tak skromny i prosty, przynajmniej dla Gryfonów, gest polepszył również kontakty Wybrańca z rodzicami Malfoya. To z kolei przyczyniło się do odtworzenia rodzinnych relacji Syriusza ze swoją kuzynką, Narcyzą. Tym prostym sposobem można było wytłumaczyć fakt, dlaczego Harry tak często gości w Malfoy Manor i odwrotnie.
- Myślę, że ta cała wizja nie zachwyca Rona. Wciąż uważa, że Draco ma w tym jakiś ukryty interes. Jak dla mnie to on jest zwyczajnie zazdrosny. Fakt faktem, ale Harry dzieli teraz czas na trzy, a nie dwa jak dotąd. Przy okazji, kiedyś wtrącił coś o tym, że Draco może ci zawrócić w głowie, a to źle się skończy. Takie duperele.
- Jest niemożliwy. Już od początku tego roku nic nas nie łączy. I to nie była tylko i wyłącznie moja decyzja. Równym głosem uznaliśmy, że nie nadajemy się na parę. Przyjaciele owszem, ale nic więcej. To tak jakbym nagle zaczęła chodzić z Harrym. Nie uważasz, że wyglądałoby to komicznie? - zaśmiała się brunetka.
- Ale pamiętaj - Wybraniec jest mój. Z drugiej strony zależy mi tylko na pieniądzach i wcale go nie kocham. Jak go zamorduję po tym, jak przepisze na mnie wszystkie swoje dobra, ja i moja rodzina wreszcie będziemy się kąpać w forsie - zachichotała cytując jeden z artykułów “Czarownicy” zaraz po tym jak Ginny i Harry ogłosili się oficjalnie parą.
Nastała chwila ciszy.
- Z drugiej strony to Draco...
- Chodzi z Greengrass - skwitowała rozmowę Hermiona.
- Czyżby zazdrosna? - zapytała rudowłosa uśmiechając się pod nosem.
Miona już otwierała usta, by jej się odgryźć, gdy w okno zastukała biała sowa śnieżna z małym liścikiem przywiązanym do nóżki.

***

- Cześć Harry. Pobiegłam tak szybko jak mogłam. Już ci lepiej? - zapytała z troską Hermiona siadając na skraju łóżka przyjaciela.
Ginny oparła się o filar łóżka i spojrzała na chłopaka zmartwionymi oczami.
- Tak, lepiej - odpowiedział słabym głosem.
- Przed chwilą rzygałeś, stary - jęknął Ron - Nie kłam, bo one i tak to odkryją.
Seamus, Dean i Neville przyglądali się całej scenie w milczeniu.
- Było aż tak źle? - zapytała Miona delikatnie.
- Kogo tym razem widziałeś? - Ruda wyłożyła kawę na ławę.
- Ciebie, Ginny - powiedział po chwili.
Zapadło ciężkie milczenie.
- Ty leżałaś... Bez ducha, a ja... Ja nie mogłem... Nie mogłem - załamał mu się głos i zakrył twarz rękami.
Wtedy dziewczyna usiadła blisko niego i przytuliła go mocno głaszcząc go po czarnych włosach. Uciszyła go.
- Jestem tu. Nic mi nie jest. Nie bój się Harry, nie bój. Hermiona przyniosła ci coś na uspokojenie.
Brunetka podeszła do najbliższego stolika i nalała wody do jednej ze szklanek. Odkorkowała również małą fiolkę, którą trzymała przez cały ten czas w ręku. Wlała jej zawartość do szklanki i podała przyjacielowi.
- Eliksir słodkiego snu. Wypijesz i spokojnie zaśniesz. Ja będę tu przez całą noc - powiedziała Ginny spokojnym głosem.
Chłopak powoli pił wodę, ale do dna. Ledwo ułożył się na łóżku, zasnął.
- Śpijcie wszyscy - pożegnała się Hermiona i zbiegła po schodach do pokoju wspólnego. 
W drodze do prywatnego dormitorium, które należało jej się jako Prefektowi Naczelnemu, spojrzała na zegar znajdujący się nad kominkiem. Była godzina wpół do drugiej w nocy. Pięknie, na pewno jutro zachwyci wszystkich swoim niesamowitym wyglądem. Jęknęła w duchu, wypowiedziała hasło i nawet nie ruszając do łazienki padła na łóżko i zasnęła.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wyśpiewać miłość: Prolog

~~~ PRINCESS EXPECTO WSPOMAGA MŁODE TALENTY ~~~

Tak. Tytuł jest bardzo głęboki. Wiem. Ale ostatnio ogarnęłam, że sporo osób lubi Glee, więc postanowiłam wesprzeć moją drogą Mary Lewis, która komentowała systematycznie wszystkie moje rozdziały na HD. Jest to również podziękowanie z mojej strony, ponieważ niedawno na Her Draco stuknęło 200 tys wyświetleń, za co chcę Was udusić z miłości. Ponieważ jednak mam makaroniaste ręce, jak to Puchon określa, i dzieli nas monitor i sieć internetowa, nie mam jak tego zrobić.
Z tej okazji chciałam trzasnąć spektakularną miniaturkę, ale moja wena, jak ci co czytają JTC wiedzą, ostatnio szwankuje. To pewnie przez stres związany zbliżającymi się egzaminami i wyborem przyszłej szkoły. Kiedy tylko wena wróci, siadam i w pierwszej kolejności kończę rozdział 2 na JTC, a następnie piszę rozpoczętą dzisiaj miniaturkę pt "Na zamówienie". Myślę, że Wam się spodoba.
A teraz, nie przedłużając... Zapraszam do czytania.

~~~ PRINCESS EXPECTO WSPOMAGA MŁODE TALENTY ~~~

Gdzieś w Limie była sobie dziewczynka. Inna niż wszystkie. Była to dziewczynka, która od zawsze wiedziała, co chce robić w życiu. Kiedy inne mówiły, że zostaną panią doktor, czy nauczycielką ona mówiła, że będzie gwiazdą na Broadwayu. Warunki miała. Śpiewała świetnie, miała talent do tańca. Do tego jeszcze wsparcie nietypowych rodziców – dwóch tatusiów. Przez całe swoje życie dążyła tylko do tego jednego celu – zostać gwiazdą. Nic nie mogło jej stanąć na drodze. Bycie wyśmiewaną w szkole, zawody miłosne. Nic. Chciała zrobić karierę. Tylko to się liczyło. W końcu dostała się do szkoły, gdzie mogła się do tego przygotować. Pokochała NYADA, mimo że łatwo nie było. Pracowała ciężko, ale dawała radę. W końcu wszystko miało się opłacić. Wszyscy wiedzieli, że w końcu osiągnie swój cel. Ona też. Ale każda gwiazda poza pracą ma też mniej lub bardziej ukrywane życie prywatne. Ona też miała. W życiu kochała prawdziwie tylko dwóch chłopaków. Jeden z nich zmarł niedawno. Przeżywała po nim żałobę. Zostawił po sobie ogromną wyrwę w jej sercu. A drugi z nich… Okazał się idiotą i straciła z nim kontakt. Wyglądało na to, że miała zostać samotną gwiazdą do końca życia. Pozostawali jej tylko przyjaciele.

W Limie był też chłopiec. Także bardzo wyjątkowy. Kiedy inni chłopcy grali w piłkę, on bawił się lalkami. Kiedy tamci biegali po podwórku, on uczył się tańczyć. Kiedy oni się bili, on śpiewał. Kiedy oni budowali wieże z klocków, on przymierzał ubrania. Zawsze wiedział, że jest inny. Ale wiedział też, że jego inność jest jego zaletą. Nigdy nie chciał się do nikogo upodobnić. Chciał być sobą. Zazwyczaj przebywał w żeńskim towarzystwie. I po jakimś czasie zorientował się, że nie podobają mu się tak, jak innym chłopakom dziewczynki. Zrozumiał, że podobają mu się chłopcy. Dlaczego nikt nie był w stanie tego zrozumieć? Nie wiedział tego. Dlaczego inni chłopcy wyśmiewali go? Przecież był wyjątkowy. Umiał świetnie śpiewać, miał styl. Dopiero po długim czasie spotkał kogoś, kto go zrozumiał. Kogoś takiego jak on. Pokochali się nawzajem. I mimo kłótni, rozstań w końcu tamten chłopak dołączył do swojego ukochanego w Nowym Jorku w szkole dla utalentowanych wokalnie tak jak oni. Wiedzieli, że to, czego chcą to spędzić swoje życie razem.


Tamten chłopiec także nie był taki jak wszyscy. Pięknie śpiewał, umiał tańczyć, był odważny i towarzyski, jednak nie wszyscy chcieli go zaakceptować. Nie wszyscy rozumieli jego wyjątkowość. Nie wszyscy rozumieli, że nie podobają mu się, tak jak innym dziewczyny. Ten chłopiec był marzycielem. Jego marzeniem był Broadway. Wiedział, że role w „West Side Story”, „Grease”, czy „Notre Dame de Paris” są stworzone dla niego, a on dl
a nich. Dążył do spełnienia swojego marzenia, mimo że nie każdy go wspierał. Rodzina nie dostrzegała jego wyjątkowości. Podziwiała kogoś innego. On był tylko tym gorszym. Tym, może nie mniej kochanym, ale mniej docenianym. Ale on się nie poddawał i brnął pod wiatr, po każdym ciosie stając się coraz silniejszy. W końcu spotkał osoba, która go rozumiała. Kogoś, kto uważał go za najlepszego, kogoś dla kogo on był jedyny i wyjątkowy. Spotkał miłość. Dlatego tak bardzo cieszył się, że mógł z nim być. Bo wyjątkową osobę może zrozumieć tylko druga tak bardzo wyjątkowa osoba.

W Akron w Ohio urodził się chłopiec, który na pierwszy rzut oka nie miał wcale w życiu tak trudno. Był niezmiernie utalentowany, co widzieli jego rodzice, więc chętnie wspierali syna. Jego głosem zachwycali się wszyscy. Bo było, czym. Ale ten chłopiec musiał pracować niezmiernie ciężko, żeby zadowolić tych, którzy w niego wierzyli. Nie mógł narzekać na brak przyjaciół. Zawsze otaczał go wianuszek osób, które go podziwiały. Nie miał też problemów z powodzeniem u dziewczyn. Widząc jego brązowe włosy i niebieskie oczy tylko nieliczne pozostawały obojętne. Chłopak pragnął sławy ogromnie. Do tego wszyscy wprawiali go w przeświadczenie, że jest najlepszy. Było tylko kwestią czasu, że stał się egoistyczny i samolubny. Ale w głębi duszy czuł się samotny. Bardzo samotny. W końcu jednak poznał dziewczynę. Taką, którą nigdy by się nie zainteresował. Miał ją w sobie rozkochać. Udało mu się to z łatwością, tyle że przy okazji sam się zakochał. Ale to, co zostało mu wpojone w dzieciństwie wzięło górę. W końcu roztrzaskał jej serce na miliony kawałeczków, tylko dla kariery, nie wiedząc, że łamie serce także sobie. Potem już nic nie było takie samo. Próbował uzyskać drugą szansę, ale ona wybrała innego. Nie był już w stanie kochać. Nie wiedział, co miał ze sobą zrobić. Pozostała tylko jedna szansa – naprawić to, co zepsuł.

~~~ PRINCESS EXPECTO WSPOMAGA MŁODE TALENTY ~~~

Czy Waszym zdaniem Mary powinna założyć bloga? Wypowiadajcie się <3
Kocham,
E.

sobota, 18 stycznia 2014

EXPECTO POWRACA: Jestem tylko człowiekiem.

Chcecie dowodu na to, że moja silna wola jest słaba? Śmieję się sama z siebie, że i tak dużo wytrzymałam. Otóż to kilkanaście minut, jeżeli dobrze pamiętam, przed sobotą, która w momencie pisania tych słów na zegarze mojego komputera jest od 23 minut, dodałam prolog na bloga "Jestem tylko człowiekiem."

Tak miśki, długo wyczekiwana chwila, a Expectuś nie stwierdziła, że nie wytrzyma kolejnego miesiąca bez pisania, więc trzymajcie! Kolejne Dramjone od Princeski, haha. Boże, po północy się śpi, a nie uzupełnia zakładki do kolejnego blogaska.

Dobrze, ponieważ mój poziom IQ obniża się na daną chwilę z minuty na minutę, pożegnam się już z Wami, żeby się nie pogrążać.

Wracając jeszcze do zakładek - nie ma uzupełnionej jeszcze tylko opisu fabuły. Ale to tak specjalnie. Już mam trochę pierwszego rozdziału także nie martwić mi się nieznaną datą jego publikacji.

A więc, ja zapraszam do podziwiania prologu na JTC i przeglądania zakładek, a raczej głównie jarania się ładnymi obrazkami w bohaterach ^^

Dobra, zmykam.

Dobranoc.
E.

PS Komentarze pod prologiem zmotywują mnie do szybszego napisania rozdziału, więęęęc... KLAWIATURY W DŁOŃ I PISAĆ <3

środa, 1 stycznia 2014

Epilog



Są historie, które bez względu na przeciwności losu kończą się szczęśliwie. Taką historią z pewnością było życie Hermiony Granger. Jej historia układała się w idealną bajkę od początku, ale prawdziwy smak życia poznała dopiero w ostatniej klasie w Hogwarcie. Dopiero wtedy przekonała się, że wrodzy mogą zmienić się w przyjaciół, a nawet w kogoś bliższego sercu.

Siedzieli w domu, jedząc kolację. Tylko we dwoje. Obchodzili właśnie piątą rocznicę ślubu. Księżyc wpadał przez okno do eleganckiej jadalni, oświetlając ich twarze. Cieszyli się swoją obecnością i przede wszystkim spokojem. Opieka nad dwuletnim dzieckiem wymagała cierpliwości i kreatywności. Gdyby ktokolwiek, przed narodzinami Rose, powiedział im, że bycie rodzicem jest cięższe od pracy w Ministerstwie po nocach, wyśmialiby go. Dopiero teraz zauważyli, że pilnowanie dziecka jest pracą na pełen etat. Mimo że była to ciężka praca, nie była gorsza od tej zawodowej. Mała Rosie codziennie dostarczała im tyle radości, że zapominali o wszelkich trudnościach.

Hermiona zaśmiała się nagle.

- O co chodzi? – zapytał upijając łyk czerwonego wina.

- O nic. Śmieję się z nas – odpowiedziała.

- Dlaczego?

Ginny planowała ślub z Blaise’m na zimę. Nikt nie wiedział, dlaczego wybrali tę porę roku. W gronie przyjaciół pojawiały się plotki, że Weasley’ówna zrobiła to specjalnie, by umilić ten zimny czas swojemu narzeczonego, który niekoniecznie lubił śnieg i chłód.

Harry i Margaret mieli się razem świetnie. Po śmierci babci Hermiony, Margaret dostała pracę u Madame Malkin. Projektantka była zaskoczona, że dziewczyna potrafi szyć tak niesamowite stroje bez użycia magii. Po kilku miesiącach, zdobyła popularność, aż otworzyła własny dom mody, który nazwała „Pod Różą” na cześć swojej mentorki. Harry był szanowanym aurorem w Ministerstwie Magii i, mimo ciągłych obowiązków, często zabierał swoją dziewczynę na niespodziewane wyjazdy. Każdy oczekiwał, kiedy Margaret stanie się panią Potter, ale para nie miała zamiaru się spieszyć.

Ron i Julie pobrali się w 2003 roku. Trzy lata później, w styczniu, pani Weasley zaszła w ciążę. Małżeństwo wspólnie zadecydowało o imionach. Dla chłopca wybrali Fred Harry, dla dziewczynki Hermiona Ginevra. Miona była bardzo zaskoczona tym postanowieniem, ale Julie szybko ucięła dyskusję mówiąc, że nigdy nie byłaby z Ronem, gdyby nie determinacja Hermiony, by wyrwać Draco z zaaranżowanego małżeństwa.

Luna i Neville postanowili zostać w Chile. Państwo Longbottom, bo można było mówić na nich tak od 2002, mieszkali w niewielkim domku, gdzie Neville miał swoją pracownię. Zajmował się tworzeniem nowych gatunków roślin i wynajdywał różne eliksiry. Dzięki niemu, nurt medycyny alternatywnej stawał się coraz bardziej popularny, a on sam stał się znaną osobistością, nie tylko w Chile, lecz na całym świecie. Luna zajęła się smokologią. Odkryła kilka nowych gatunków. Jej największym osiągnięciem było uratowanie od wyginięcia Długoszpona Chilijskiego. Założyli specjalny rezerwat dla tego gatunku. To zdarzenie obiegło cały świat i spowodowało, że oboje państwo Longbottom cieszyli się popularnością na całym globie. Pytani o dzieci, Luna zawsze odpowiadała z uśmiechem, że wystarczą im smoki.

Narcyza Malfoy była częstym gościem w domu Draco i Hermiony. Uwielbiała swoją wnuczkę i była niesamowicie wzruszona, kiedy dowiedziała się o drugim imieniu dziewczynki – Narcyza. Akceptacja małżeństwa Dracona ciężko przychodziła Lucjuszowi, ale coraz częściej dostrzegał dobre strony Hermiony, która chodziła na rzęsach, by przypodobać się teściowi. Jean i Paul Granger opiekowali się córką i swoim zięciem, zakochali się w Rosie, a z rodzicami Draco utrzymywali ciepłe relacje.

- Gdyby ktoś powiedział mi dziesięć lat temu, że się w tobie zakocham i kiedyś będziemy, jak gdyby nigdy nic, siedzieć i jeść wspólnie rocznicową kolację, a w pokoju obok będzie spać nasza córka to… - urwała.

- Nie uwierzyłabyś, co? – zapytał z uśmiechem.

- Nie.

- No proszę, a jednak – powiedział i położył rękę na brzuchu Hermiony, gdzie znajdowało się ich drugie dziecko.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Zapraszam Was na Sentymenty.

S(m)enty[menty]

Boże, to już naprawdę koniec.
Cholera wie dlaczego użyłam tego powiększenia i pogrubienia litery na początku Sentymentów. To chyba przez epilog.
Wiecie co? Większość autorów w notce pożegnalnej pisze jakieś smenty. Że nie wyobraża sobie życia bez historii, którą napisali, i że teraz nic nie będzie takie samo. Nic tylko wpaść w depresję i strzelić sobie w łeb, albo, co gorsza, obrabować Biedronkę z całego arsenału chusteczek higienicznych.
Ja taka nie będę. Przepraszam wszystkich, których rozczaruję, że moja reakcja nie przypomina tego:


A  prędzej wygląda tak:





Dokładnie. Powiem Wam, że cieszę się, że ta historia dobiegła końca. To mój sukces, skończyłam ją. Więc proponuję, urządźmy drugiego Sylwestra. Cieszmy się tym dniem. Nie porzuciłam Her Draco, bo znaczyło i nadal znaczy dla mnie bardzo wiele. Te kilka miesięcy, które spędziłam nad pisaniem tego bloga z pewnością mnie zmieniło. Poznałam wiele ciekawych osób, a Wasze komentarze były dla mnie odskocznią od prawdziwego życia. W życiu nie lubiło mnie tyle co tyle tu, jako Princess Expecto.

Przeżyłam z Wami niesamowitą przygodę, za którą Wam dziękuję.

Don't cry because it's over. Smile because it happened.

Her Draco 15.06.13-01.01.14

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 40

"A ja spróbuję cię naprawić"

Hermiona wymachiwała ręką przyjaciółki jak mała dziewczynka na podwórku. Ruda, ze śmiechem i udawaną irytacją, znosiła infantylną zabawę Miony. Szły tak przez ulicę Pokątną przyciągając wiele spojrzeń. Tak naprawdę, żadną z nich nie obchodziło, że prawdopodobnie w następnym wydaniu Czarownicy znajdą swoje zdjęcie z absurdalnym podpisem. Obie były w świetnych humorach i nic nie miało prawa tego popsuć.
Weszły do sklepu Madame Malkin, która powitała je szerokim uśmiechem. Oczekiwała ich, na stoliku leżała już gorąca herbata i kruche ciasteczka. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem na widok zastawy, którą wybrała znana projektantka. Porcelanowe talerzyki i filiżanki były przyozdobione ręcznie malowanymi sercami, które w były w połowie szkarłatne i w połowie szmaragdowe. Zza serc rozchodziły się pozwijane serpentyny w kolorach złota i srebra, które poruszały się co chwilę.
- Ten wzór jest bardzo modny w tym sezonie – wyjaśniła kobieta i zniknęła za ladą.
Ginevra parsknęła śmiechem. Zarobiła cios od przyjaciółki, prosto pomiędzy żebra. Jęknęła z bólu. Projektantka wróciła z trzema albumami. Wyglądały na bardzo ciężkie, miała niemały problem z ich utrzymaniem. W końcu, położyła je na stoliku obok ciastek i herbaty. Kobiety zaczęły je przeglądać.
- Myślę, że w pani wypadku, rozsądnie będzie postawić na klasyczną biel. Co prawda, wyglądałaby pani również olśniewająco w écru. Delikatny błękit również byłby…
- Draco i ja zdecydowaliśmy się na tradycyjny kolor – ucięła Hermiona, bojąc się, że Madame zagłębi się w podróże kolorystyczne.
- A więc biel! – powiedziała i klasnęła w ręce.
Przekartkowała album i zatrzymała się mniej więcej na środku. Podała go Hermionie, która zaczęła oglądać projekty. Ginny również zawiesiła oko na kilku sukniach.
- Interesuje panią raczej klasyczny krój, empire, a może syrenka? – zapytała projektantka.
Hermiona zamyśliła się. Zamknęła oczy i spróbowała wyobrazić sobie ten dzień. Zawsze marzyła jej się piękna, bogata w tiul suknia, która sprawiłaby, że przez ten jeden dzień czułaby się jak prawdziwa księżniczka.
- Za syrenę podziękuję, nie jest w moim guście. Myślałam o czymś eleganckim, ale…
- To może empire? Długie, lejące się suknie z aksamitnego materiału. Są niezwykle szykowne i proste.
- Właśnie nie. Chodziłoby mi bardziej o coś… Księżniczkowatego?
Ginny wybuchnęła śmiechem. Madame spojrzała na nią nieco zdziwiona, ale ścigająca Harpii z Holyhead nie przejęła się tym zbytnio.
- Niech pani jej da coś, co ma w sobie więcej niż pięć warstw tiulu – powiedziała rozbawiona.
Kobieta skinęła głową i machnęła różdżką. Do pomieszczenia wleciała jedna z sukien. Była przepiękna. Dekolt był wycięty w serce, góra zdobiona jedynie haftem. Dół również był pohaftowany, lecz jedynie miejscami.
- Jak panie widzą, nie ma trenu, więc jest bardzo wygodna do poruszania się i mamy stuprocentową pewność, że nikt na nas nie nadepnie podczas wesela – powiedziała i zaśmiała się, jakby opowiadała wyśmienity żart.
Hermiona chwyciła za suknię i zniknęła w jednej z przymierzalni. Trochę zajęło jej dostanie się do środka, ale kiedy zapinała boczny zamek, stwierdziła, że sukienka leży jak ulał. Wyszła i stanęła na podwyższeniu, gdzie wprowadza się poprawki. Jeden ruch różdżki wystarczył, by pojawiły się przed nią trzy, długie do ziemi, lustra.
- Wyglądasz ślicznie, Hermiono! – powiedziała Ginny, zrywając się z miejsca.
Przyszła panna młoda zakręciła się na podeście obserwując ruch sukni. Zachwiała się, a spod sukni wyszedł jeden z trampków, które miała na nogach. Zaśmiała się.
- Idealnie pasuje do zniszczonych trampek – powiedziała.
- Buty dopasowuje się do sukni. Skupmy się najpierw na niej – wyjaśniła projektantka – Jak się pani w niej czuje?
Hermiona ponownie się okręciła. Pogładziła materiał. Wyglądała ślicznie, ale to nie było to. Czuła się w niej jak manekin. Zdecydowanie nie była to sukienka dla niej.
- To nie to. Proszę przysłać następną – powiedziała i weszła do przymierzalni.
Historia powtórzyła się drugi raz. Suknia była podobna, lecz nie była zdobiona haftem, a kryształkami. Miała długi tren i to właśnie on ją wykluczył.
- To trzech razy sztuka – zaśmiała się, czekając aż Madame poda jej kolejną suknię ślubną.
Kiedy wyczuła materiał w ręce, wciągnęła suknię do środka przymierzalni. Zaparło jej dech w piersiach. To była ta sukienka.
***

Szedł ulicą Pokątną i beztrosko oglądał się po ludziach. Niektórzy wskazywali go palcami. Nie dziwiło go to. Wszyscy wyczekiwali jego ślubu od chwili, kiedy oficjalnie ogłosił to prasie. Naczekali się całkiem długo, aż kilka miesięcy. Teraz, na początku lipca, wszyscy wyczekiwali jedynie dnia dwudziestego czwartego sierpnia, nie myśląc zupełnie o spędzaniu wakacji w inny sposób niż śledzenie jego ślubnych poczynań.
Zatrzymał się dopiero przy banku Gringotta. Nie miał zamiaru wypłacać galeonów, miał przy sobie pełną sakiewkę. Zaciekawiła go kobieta, która handlowała przy wejściu pięknymi kwiatami. Postanowił sprawić narzeczonej niespodziankę. Zaczął przeglądać bukiety. Były i róże, i tulipany, a nawet słoneczniki, ale on zwrócił uwagę na kwiat przypominający swoją budową wrzos.
- Poproszę bukiecik – powiedział wskazując na intensywnie niebieskie kwiaty.
- Ile sztuk?
- A ile pani się weźmie – powiedział niedbale.
Kobieta wzięła siedem kwiatów i związała je fioletową wstążką. Policzyła za nie dziesięć galeonów. Draco nie zważał na ich cenę. Były przepiękne, a ich zapach oszałamiał. Wiedział jak bardzo Hermiona lubi kwiaty, więc nie żałował na ten piękny bukiet ani knuta. Uśmiechnął się do kobiety i ruszył w kierunku sklepu Madame Malkin.
Draco cenił swoją zapobiegawczość. Jak się spodziewał, pod pracownią projektantki zgromadziło się kilku gapiów i jeden reporter. Odmówił wywiadu i wszedł do środka.
Stała na podwyższeniu i przymierzała białą suknię. Śmiała się do lustra i kręciła, umyślnie utrudniając swojej przyjaciółce wpięcie w jej włosy wymyślnej, srebrnej tiary i welonu, który za grosz nie pasował do sukienki. Podszedł do niej i wręczył jej bukiet. Obdarzyła go promiennym uśmiechem.
- Wiesz, że widok panny młodej przed ślubem przynosi pecha? – zapytała, wciągając cudowny zapach szafirków, które jej wręczył.
- Sugerujesz separację na miesiąc? – zaśmiał się.
- Oczywiście. Nie widać, że mam cię dość? – powiedziała grobowym tonem – Nic tylko ciągasz mnie po sklepach, żeby jakieś ślubne rzeczy kupować, a na koniec wynajmujesz całą pracownię Madame Malkin na dzień, żebym mogła w spokoju poprzymierzać sukienki.
- I co tam znajduje? – Ginny włączyła się do udawanej kłótni – Porcelanę z gryfońsko-ślizgońskim motywem!
Cała trójka wybuchnęła śmiechem. Madame pojawiła się z plecioną srebrną opaską. Malfoy uśmiechnął się. Kobieta spełniła jego zamówienie. Dodatek, który zamówił kilka tygodni temu pasował idealnie do sukni, którą wybrała Hermiona.
Dekolt wycięty w serce był bardzo prosty. Dół sukni był oddzielony pasem wykonanym z zaplecionego w warkocz ogona jednorożca. Po lewej stronie, zaraz obok biodra, przymocowane były białe róże. Tiul był pozwijany w ruloniki, tworząc piękną całość. Suknia była niepowtarzalna i niezwykła. Tak jak i jego narzeczona.
- Podoba ci się? – zapytała Hermiona i okręciła się po raz dziesiąty tamtego dnia.
Kiwnął głową z przekonaniem.
- Jest to jeden z droższych modeli, lecz wart swej ceny – powiedziała Madame.
- Cena nie gra roli. Proszę przysłać suknię i wystawić rachunek. Zaraz go ureguluję – powiedział mężczyzna.
Po wszystkich formalnościach, wrócili do domu. Wiele się zmieniło. Opuścili dom Hermiony. Co dziwniejsze, pomysł przeprowadzki wyszedł od niej samej. Zamieszkali w Lake District, w domu Draco przy ogromnym jeziorze.
Domek w Dolinie Godryka oddali tymczasowo Tracey, która postanowiła wrócić do kraju na stałe wraz z córką, którą urodziła w Londynie. Przepiękna dziewczynka o oliwkowej cerze, ciemnych włosach i oczach otrzymała imię Lara. Było to zdrobnienie od imienia Laranya, wywodzącego się z hindi, oznaczającego pełna wdzięku.
Mimo szczęścia, które dawała jej córeczka, nie potrafiła cieszyć się życiem. Rodzina się od niej odwróciła, co zmusiło ją do przyjęcia pomocy od przyjaciół. Nie chciała nikogo wykorzystywać i żyć na czyjś koszt, ale oni nalegali. Częstym gościem w Dolinie Godryka stał się Blaise. Przez kilka tygodni Tracey łudziła się, że ponownie będą razem, że Lara będzie miała ojca. Jednak Zabini wyraźnie zaznaczył, że nie chce do niej wrócić po tym co mu zrobiła. Chciał być natomiast częścią życia Lary. Davis zgodziła się na to, ciesząc się, że nadal będą się widywać, a jej córka pozna swojego biologicznego ojca.
Kilka domków dalej, Harry wciąż mieszkał sam. Nie starał się o Ginny, bo widział, że nie miał najmniejszych szans. Postanowił żyć sam, czekając na kogoś, z kim spędzi resztę życia.
Ginevra opanowała emocje tuż po ślubie Teodora i Pansy. Nie potrafiła po prostu zapomnieć o tym, co zrobił Blaise. Starała się przezwyciężyć obawy, lecz bezskutecznie. Dopiero kariera zawodowa przyniosła jej ukojenie. W pracy wyładowywała wszystkie złe emocje, powoli dochodząc do siebie. Z dnia na dzień widziała coraz większe światełko w tunelu.
Jej były chłopak nie miał zamiaru odpuszczać. Zależało mu na Weasley’ównie i przysiągł sobie, że będzie się o nią starać do końca. Kiedy zrozumiał, że ona również chce do niego wrócić, dał jej przestrzeń i czas. Czekał. Czekał aż będzie gotowa do niego wrócić.
Ron i Julie podróżowali po świecie. Byli wspaniałą parą. Rodziny obu stron były niezmiernie szczęśliwe z ich związku. Radości nie było końca, gdy Ronald oświadczył się pannie Moore podczas podróży po Francji. Zaraz po niej pojechali do Chile, gdzie postanowili zostać na święta Bożego Narodzenia, które spędzili razem z Nevillem i Luną. Cała czwórka obiecała, w miarę możliwości, przyjechać na ślub Draco i Hermiony. Ponieważ Longbottom był studentem, nie mógł nic obiecywać. W głębi duszy, mieli nadzieję, że zobaczą przyjaciół w tym wyjątkowym dniu.
Święta Bożego Narodzenia pod koniec roku 2000 były szczególne dla Draco i Hermiony. Spędzili je tylko we dwoje. Na Sylwestra zaprosili do siebie Ginny i Blaise’a. Pomiędzy byłą parą nie było żadnych zgrzytów, co oznaczało, że byli na dobrej drodze do pogodzenia się.
Draco i Hermiona otrzymali posady w Ministerstwie Magii. Oboje pracowali w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Przyszłej pani Malfoy przyszło kierować własnym partnerem, jako szefowi Departamentu.
Wszystko wydawało się być piękne i bajkowe do czasu, gdy ukochany kot Hermiony zachorował. Krzywołap miał swoje lata, więc prędzej czy później musiała się z nim pożegnać. Uznała, że nie będzie go usypiać dopóki nie będzie widziała, że kot nie pociągnie dłużej ani chwili. Postanowiła walczyć o jego zdrowie i jak najdłuższe życie.
- Nie martw się. Staruszek wytrzyma i zobaczy cię w białej sukni – powiedział Draco, kiedy we dwójkę weszli na balkon.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.
- Mam taką nadzieję.

***

Z lipca zrobił się sierpień, a wkrótce i on dobiegał końca. Słońce grzało niemiłosiernie, ale osoby znajdujące się blisko jeziora nie odczuwały nieznośnej temperatury. Delikatny wiaterek przywiewał zimne powietrze znad wody.
Hermiona stała na piaszczystym brzegu i moczyła nogi. Podciągnęła białą letnią sukienkę do góry i weszła głębiej. Woda przyjemnie obijała się o jej kolana. Przeszła się plażą. Musiała uspokoić skołatane od rana nerwy. Dzisiejszy dzień wzbudzał w niej emocje większe od każdych, które do tej pory doświadczyła.
Odwróciła głowę i spojrzała za siebie. Przygotowania do ślubu trwały pełną parą. Wszyscy pracowali na najwyższych obrotach chcąc zdążyć przed zachodem słońca. Tą symboliczną porę dnia wybrała ona sama. Nie od dziś wiedziała, że zachód słońca za górami jest jednym z najpiękniejszych widoków na świecie. Widziała go codziennie z okien domu i, kiedyś, Hogwartu.
Pod białymi namiotami krył się ogromny parkiet i miejsce dla orkiestry. Draco i Hermiona zgodnie stwierdzili, że wystarczy im klasyczny fortepian, gitara akustyczna, kilka smyczków i względnie saksofon. Miejsce nad brzegiem było przygotowane do przyjęcia dokładnie trzystu gości, w tym kilkadziesiąt miejsc dla prasy.
Robili tak jak radziła Ginny, z pompą i przepychem, lecz zachowując własne marzenia dotyczące tego dnia. Kilka kroków od namiotu znajdował się piękny łuk ślubny. Był bardzo podobny do łuku, którego używała Pansy podczas jej ślubu. Różnił się jedynie niebieskimi wstążkami, które wystawały gdzieniegdzie z kwiatów dodając im uroku.
Słońce wskazywało, że dobiega południe. Hermiona wyszła z wody i założyła japonki. Piasek nieprzyjemnie gryzł ją w stopy. Dopiero, gdy weszła na trawę, pozbyła się jego większej części. Źdźbła trawy delikatnie łaskotały ją po nogach. Ponownie założyła buty i ruszyła kamienną ścieżką do domu. Weszła po drewnianych schodach pod drzwi i weszła do domu. W środku unosił się zapach czegoś pysznego.
Weszła po schodach i skierowała się do kuchni. Draco stał przy piekarniku i coś przy nim majstrował. Był bez koszulki. Dziewczyna zaśmiała się i jednocześnie ucieszyła się, że już nie musi się wstydzić swojego ciała. Czasami okazywał to w naprawdę absurdalny sposób.
- Co tam pichcisz? – zapytała i usiadła na jednym z barowych krzeseł przy wyspie kuchennej.
- Wzięło mnie na muffinki – odpowiedział.
- Znajdę w nich obrączkę?
- Tym razem tylko kawałki czekolady – powiedział i włożył rękawicę kuchenną.
Wyjął babeczki z piekarnika i ostrożnie zaczął wyjmować je z foremek. Pięknie wyrosły, a ich zapach wypełnił w tamtej chwili dokładnie każdy zakamarek domu. Hermiona sięgnęła po jedną i natychmiast upuściła ją na kratkę. Zaczęła dmuchać na poparzone palce.
- Tak to jest jak się kradnie – zaśmiał się i sięgnął łyżką po jakąś czekoladową masę – Budyń. Chcesz?
Dziewczyna otworzyła usta. Draco nie mógł przegapić chwili na wygłupy i zaczął udawać, że łyżka z budyniem jest samolotem lądującym w ustach Hermiony. Kiedy ta zaczęła się śmiać, stwierdził, że do łyżki bardziej pasuje pociąg. Dziewczyna straciła cierpliwość i wyrwała mu sztuciec.
- Czasami jesteś okrutny – powiedziała, oblizując się – A tak w ogóle, od kiedy ty pieczesz?
- Ja nie. Blaise tak.
- Diabeł już jest? – zapytała zdziwiona – Przecież jeszcze kilka godzin!
Draco złapał za łyżkę i opróżnioną miskę po budyniu. Wstawił je do zmywarki i przysiadł się do dziewczyny. Dopiero po wykonaniu tych czynności odpowiedział:
- Mówił, że chce pogadać z Wiewiórką. Nie wiem, z czym chce wyskoczyć, ale mam nadzieję, że z niczym głupim.
Hermiona zamyśliła się.
- Załatwiłeś wszystkie formalności związane z obecnością mojej babci i Margaret na ślubie? – zapytała, zmieniając temat.
Kiwnął głową potwierdzająco.
- Spokojnie mogą dowiedzieć się o naszym świecie. Gdyby coś było nie tak, amnezjatorzy spokojnie się nimi zajmą.
Miona pocałowała go w policzek.
- Dziękuję, że się tym zająłeś.
- Nie ma za co – powiedział, uśmiechając się – Leć na górę. Ginny zrobiła z naszej sypialni wybieg dla modelek.
Dziewczyna parsknęła śmiechem i poszła schodami na górę. Kiedy otworzyła drzwi i przeszła obok łazienki i garderoby, omal nie poznała własnego pokoju. Był przepełniony różnego rodzaju kosmetykami, dodatkami, niebieskimi wstążkami i najróżniejszą biżuterią. Po środku tego chaosu stała Ginny i manekin, na który ubrana była suknia ślubna Hermiony.
Weasley’ówna machała różdżką, a po pokoju latały najróżniejsze przedmioty. Dziewczyna przymierzała je na manekinie, przygotowując różne zestawienia dodatków i makijażu. W końcu, biała plastikowa twarz zmieniła swój kolor na pomarańczowy.
- Ginny, może trochę za dużo pudru? – zachichotała przyszła panna młoda.
- Może troszeczkę – przyznała – Powiedz mi, który zestaw…
- Ja już wybrałam. Wiem, w czym chcę iść.
Ruda zamilkła.
- Prosiłabym cię o pomoc w przymiarce tego wszystkiego po raz ostatni.
- Jasne!

***

Ginny była gotowa. Ubrana w bladoniebieską sukienkę latała koło Hermiony ostatecznie poprawiając jej suknię. Pani Granger zakładała córce na głowę opaskę i welon. Dziewczyna starała się nie rozpłakać. Nie mogła uwierzyć, że chwila, na którą tak długo czekała niedługo nadejdzie.
Obejrzała się w lustrze. Wyglądała przepięknie. Jak marzyła. Jak prawdziwa księżniczka. Piękny naszyjnik, który otrzymała od Draco idealnie pasował do jej kreacji. Matka i przyjaciółka opuściły pokój. Wkrótce zrobiła to również Hermiona.
Przeszła przez dom. Przy wyjściu spotkała swojego ojca, który z dumą patrzył na swoją małą córeczkę. Wspólnie okrążyli dom. Kurczowo ściskała rękę ojca. Brakowało jej tchu. Bała się. Byli u kresu kamiennych schodków prowadzących w stronę jeziora. Zaczęła grać muzyka. Wszyscy wstali i spojrzeli w jej stronę. Zrobiło jej się słabo.
- Nie daj się – szepnął do niej ojciec.
Hermiona uśmiechnęła się blado. Spojrzała przed siebie i ujrzała jego. Stał i czekał na nią. Mimowolnie dotknęła ręką srebrnego naszyjnika. Już się nie bała. Już wiedziała, co ma robić. Ruszyli przez aksamitne płatki róż.
Nowa opaska w jej kasztanowych włosach, stare kolczyki babci Rose, pożyczona wsuwka Ginny i niebieska wstążka, którą związany był bukiet stanowiły spełnienie przesądu. Szła pewna siebie i patrzyła na kres swej drogi.
Zatrzymali się. Dotarli do celu. Ojciec puścił jej rękę i ucałował ją w czoło. Hermiona stanęła naprzeciw Draco. Spojrzał na nią, a jego oczy przepełnione były miłością. Oboje nie wierzyli, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Duchowny rozpoczął ceremonię, a młodzi kochankowie nie potrafili oderwać od siebie wzroku. Dla nich świat nie istniał. Byli tylko oni. Tylko to się liczyło.
- Ja Draco, biorę Ciebie, Hermiono, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
W jej oczach zaszkliły się łzy szczęścia.
- Ja Hermiona, biorę sobie Ciebie, Draco, za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Jego marzenie się spełniło.
- Hermiono, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
- Draco, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
Ja palcach obu kochanków połyskiwały obrączki z białego złota.
- Co czas złączył, człowiek niech nie rozłącza – powiedział duchowny i zakończył ceremonię słowami – Ogłaszam was mężem i żoną.
Naszyjnik Hermiony zabłysnął. Napis miał pozostać już na nim na zawsze.

***

Tańczyli w rytm przepięknej ballady, którą napisała specjalnie na tą okazję Julie. Siedziała przy fortepianie i śpiewała wraz wokalistą Fatalnych Jędz. Delikatne uderzenia o klawisze i jej anielski głos sprawiały, że ta chwila była magiczna.

When you try your best but you don't succeed
When you get what you want but not what you need
When you feel so tired but you can't sleep
Stuck in reverse

When the tears come streaming down your face
When you lose something you can't replace
When you love someone but it goes to waste
Could it be worse?

Wirowała w objęciach mężczyzny, którego pokochała, choć nic na to nie wskazywało. Patrzyła głęboko w jego szare oczy i pozwalała, by prowadził ją w przepięknym, pierwszym tańcu.

Lights will guide you home
and ignite your bones
And I will try to fix you

High up above or down below
when you' re too in love to let it go
But if you never try you'll never know
Just what you're worth

Lights will guide you home
and ignite your bones
And I will try to fix you

Jego przepiękna żona znajdowała się tak blisko niego, że aż wydawało się to nierealne. Wielokrotnie z nią rozdzielany, przed chwilą złączył się z nią ostatecznie. Jej orzechowe oczy nie spuszczały z niego wzroku, a on czuł w nich jej miłość. Miłość, która otaczała ich swoimi ciepłymi ramionami i zapewniała, że już zawsze będzie wszystko dobrze.

Tears stream down your face
When you lose something you cannot replace
Tears stream down your face and I…

Tears stream down your face
I promise you I will learn from my mistakes
Tears stream down your face and I…

Że już zawsze będą razem i nikt tego nie zmieni.

Lights will guide you home
and ignite your bones
And I will try to fix you

***

Ginny stała w pierwszym rzędzie osób, które obserwowały taniec nowożeńców. Była tak szczęśliwa, kiedy widziała tą parę razem. Byli idealnie dobrani. Nigdy nie wierzyła w magię miłości… Aż do tamtej chwili. Widziała ją w nich.
- Mogę przeszkodzić?
Odwróciła głowę i zobaczyła obok siebie Blaise’a. Był ubrany w elegancki czarny garnitur i muchę. Musiała przyznać sama przed sobą, że jest niezwykle przystojny.
- Pamiętasz, co obiecałem ci rok temu? – zapytał.
Uniosła brew i pokiwała głową przecząco.
- Że zatańczymy razem z młodą parą.
Spojrzała na niego zaskoczona. Nie sądziła, że zapamięta taką błahostkę.
- Przepraszam cię. Nie wiem, co mam jeszcze zrobić, żebyś mi wybaczyła. Kocham cię.
Złapała go za rękę i delikatnie pociągnęła w stronę parkietu. Uśmiechnął się do niej. Wiedział, co to oznacza. Wybaczyła mu. Raz na zawsze.
- Ja też cię kocham – powiedziała, kiedy zaczęli tańczyć obok Draco i Hermiony.

***

W połowie pierwszego tańca, Harry wpadł na jednego z gości. Fart chciał, że potrącona osoba upadła niezbyt fortunnie. Momentalnie nachylił się nad poszkodowaną.
- Przepraszam bardzo. Wszystko w porządku? – zapytał.
Jego ofiara spojrzała na przyczynę swojego upadku. Dla Harry’ego, czas stanął w miejscu. Ujrzał najpiękniejszą istotę na świecie, którą ujrzał pierwszy raz w życiu. Pomógł wstać dziewczynie z drewnianej podłogi.
Wygładziła sukienkę. Była krótka, w kremowym kolorze. Brązowe włosy były splecione w kłosa. Miała skromne, perełkowe kolczyki i dopasowaną do nich bransoletkę.
- Nic się nie stało. Dzięki za troskę – powiedziała spokojnie – Hermiona wygląda przepięknie w tej sukni. Trudno uwierzyć, że jest czarownicą.
Harry spojrzał na nią zaciekawiony. Była mugolką.
- Nie każda czarownica musi mieć haczykowaty nos. Czarodziej z resztą też nie – zaśmiał się – Przy okazji, mam na imię Harry.
Podał jej rękę. Przyjęła gest. Uścisnęli dłonie, a dziewczyna odpowiedziała:
- Margaret.
- Miło cię poznać.
Posłała Harry’emu delikatny uśmiech, pod którego wpływem zmiękły mu kolana.

***

Stary, schorowany kocur przyglądał się temu wszystkiemu od dłuższej chwili. Widział jak jego właścicielka wpatruje się z miłością w wybranka serca. Widział ich szczęście. Cieszył się.
Nareszcie zmądrzała, tak myślał. Zmądrzała i stała się odważniejsza niż niejedna Gryfonka. Znalazła w sobie odwagę, by podążać za marzeniami i miłością. Już nic nie mogło stanąć im na drodze.
Już wszystko będzie dobrze, pomyślał i wziął ostatni wdech, by opuścić ten świat.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~ 

Piosenka z wesela: Coldplay - Fix You
Pewnie wielu z Was już świętuje Sylwester, ale ja do nich nie należę. Dzisiejszy wieczór spędzam z najbliższą rodziną ponieważ moja ukochana babcia ma 70-te urodziny. Były to też pierwsze święta, które spędzaliśmy z żoną mojego wujka (Induską), więc na Sylwestra przebieramy się z mamą w sari, a ja w kurty, które dostałam pod choinkę :D
Życzę Wam miłej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku. Żeby 2014 przyniósł Wam co najlepsze. Żeby marzenia przestały się ociągać i zaczęły się spełniać w tempie, jakby starały się o medal w biegu na 60 metrów :)
Tymczasem ode mnie: zapraszam jutro na epilog. Zadecydowałam, że historia zostanie skończona za rok xd Do zobaczenia w 2014 <3
E.