Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manor. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 36

Jeżeli posiadasz psa albo jesteś miłośnikiem tych zwierząt - daj like'a fanpage'owi Psia Rada: Encyklopedia o psach! Dzięki!

Znów w Londynie

Nie minęło kilka dni, a u progu domu Hermiony i Draco pojawił się Blaise. Nie wyglądał dobrze i był mocno podłamany. W liście zawarł tylko część prawdy. O reszcie chciał powiadomić przyjaciół osobiście. Pewnego lipcowego popołudnia do przyszłych państwa Malfoy’ów wpadli Ginny z Harrym. Kolacja, którą mieli wspólnie zjeść była idealną okazją na ogłoszenie całej prawdy.
- Tracey wyjechała dzisiaj rano – zaczął.
Wszystkie oczy przy stole były wlepione w Zabiniego. Nikt się nie odzywał, bo wiedzieli, że rozstanie ze swoją dziewczyną bardzo przeżył.
- Wyjechała nie za pracą czy lepszym życiem. Ona kogoś tam ma. Nie wiem, kto to jest, ale wiem, że poznała go w zeszłe wakacje. Przez cały rok utrzymywali ze sobą kontakt. Była u niego na Boże Narodzenie. Spotkali się też na jeden wieczór zaraz po rozpoczęciu ferii. Mocno się wtedy pokłócili. Ale to i tak bez znaczenia…
Westchnął głośno i zrobił długą pauzę.
- Ona… Ona była w ciąży. Nie wiedziała, czyje było to dziecko, czy moje czy jego. Postanowiła je usunąć. Przeżyła to bardzo, a kłótnia z tym chłopakiem… Ech, szkoda gadać.
Wszyscy byli nienaturalnie cicho. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. W końcu Hermiona postanowiła zabrać głos.
- Nie martw się, Blaise… Może tak po prostu musiało być?
- Właśnie, stary. Tego kwiatu jest pół światu! – dodał Harry, za co oberwał w piszczel od przyjaciółki.
- Przynajmniej poznałeś prawdę – powiedziała łagodnie Ginny i spojrzała smutno na Blaise’a – Lepsze to niż kłamstwo, prawda?
Chłopak kiwnął głową, ale bez większego przekonania.

***

Po kolacji Hermiona i Harry zdecydowali się odwiedzić Syriusza. Ginny i Draco postanowili zostać razem z Blaisem. Omówili z nim wszystkie możliwe tematy, unikając słów „USA”, „Tracey” i „wyjazd”. Po półgodzinnej pogawędce Draco powiedział, że musi iść na górę rozważyć oferty pracy w ministerstwie.
Kiedy tylko chłopak zniknął na piętrze, Blaise odetchnął z ulgą. Usiadł na kanapie. Oparł łokcie o kolana i spuścił głowę lekko w dół. Wstydził się okazywać swoje uczucia w obecności przyjaciela, ale przy Ginny nie miał takich problemów.
Dziewczyna usiadła obok niego. Długo nie wiedziała, co zrobić i czy w ogóle powinna się odzywać. W końcu powiedziała:
- Nie przejmuj się. Życie toczy się dalej. Wiem, że Tracey wiele dla ciebie znaczyła, ale to już przeszłość. Bądź co bądź, jesteś teraz kawalerem i sądzę, że nie opędzisz się od dziewczyn.
Blaise zachichotał.
- Mówisz jak uczennica. A chwilę, bo ty jeszcze JESTEŚ uczennicą!
Ruda prychnęła.
- Wielka różnica. Jesteś zaledwie rok starszy, a Hogwart skończyłeś kilka tygodni temu.
- Widzisz? A Draco już roboty szuka.
Ginny uśmiechnęła się i złapała Blaise’a za rękę.
- Ginny?
- Hm?
- Dziękuję.
Dziewczyna spojrzała na Blaise’a ze zdziwieniem w oczach.
- Za co? – zapytała zdziwiona.
- Dzięki tobie wreszcie się dziś uśmiecham – powiedział cicho.

***

Późnym wieczorem, po prowizorycznej kolacji przygotowanej przez Ginny, cała trójka rzuciła się na kanapę i zaczęła błądzić po kanałach telewizyjnych. W końcu znaleźli jakiś ciekawy film sensacyjny. Oglądali go w skupieniu aż do powrotu Harry’ego i Hermiony.
- Co oglądacie? – zapytała Her, siadając na oparciu kanapy.
Cała trójka ją uciszyła. Dziewczyna postanowiła przyłączyć się do seansu i wydedukować, co działo się uprzednio. Harry stał niewzruszony. Uważnie obserwował Ginny, która siedziała pod cienkim kocem zaraz obok Blaise’a. Kiedy na ekranie pojawiła się brutalna scena, Ruda pisnęła i wtuliła się w chłopaka. Zabini był tym zaskoczony, ale objął ją i delikatnie poklepał po plecach, kiedy krwawe ujęcie się skończyło.
- Ginny, idziemy do domu.
Dziewczyna obróciła się i spojrzała na Harry’ego ze zdziwieniem. Posunęła się w lewo i zrobiła mu miejsce. Jednocześnie jeszcze bardziej wtuliła się w Blaise’a. Wybraniec nie był z tego faktu zadowolony.
- Idziemy.
- Chcę obejrzeć film do końca – powiedziała Ginny i założyła ręce na piersi, dając tym samym znak, że nie ma zamiaru ruszać się z kanapy.
- Możesz obejrzeć go dwa domy dalej.
- Ty możesz się przenieść dwa domy dalej, a ja obejrzę tutaj film. Z przyjaciółmi, którzy też chcą go oglądać.
Harry mruknął coś pod nosem i deportował się z trzaskiem. Hermiona spojrzała na Ginny i spytała:
- Nadal się kłócicie?
Dziewczyna pokiwała głową.
- Co się dzieje, Wiewióro? – zapytał zaciekawiony całą sprawą Zabini.
- Kryzys – zaśmiała się smutno – Harry ma jakieś problemy i się na mnie wydziera.
Naburmuszyła się chcąc ukryć ogromny smutek, który chowała w sobie od czasu pierwszej kłótni. Blaise, widząc to, przytulił ją i pocałował w czoło.
- Przejdzie mu. Zobaczysz – powiedział i posłał jej czuły uśmiech, który natychmiast odwzajemniła.

***

Następnego dnia Hermiona obudziła się wcześnie rano. Przewróciła się na drugi bok, chcąc przytulić Draco i tym samym wybudzić go ze snu. Ku jej zdziwieniu, leżała w łóżku sama. Złapała za cienki szlafroczek i włożyła go. Wsunęła nogi w japonki, w których chodziła rankiem. Powoli udała się do łazienki i zniknęła w niej na chwilę, żeby wykonać poranną toaletę. Spięła włosy w koczek i powoli zeszła do kuchni.
Zastała tam Draco jedzącego jajecznicę i czytającego gazetę. Nachyliła się nad nim i pocałowała go w policzek. Zerknęła na nagłówek czytanego przez niego artykułu. Poczuła jak całe ciało spina się pod wpływem informacji, którą dostarczył fragment tekstu.
- Skeeter chyba się nudzi – warknął równie zdenerwowany chłopak – Nie wiadomo, co obecnie dzieje się z panem Malfoy’em, lecz ostatnimi czasy był widywany w towarzystwie kilku arystokratek takich jak Pansy Parkinson, Tracey Davis czy Julietta Moore. Poza tymi dziewczętami, powodem jego zniknięcia mogła być też jakaś zakazana eskapada z przyjacielem rodziny, Blaisem Zabini i ich wspólną przyjaciółką tj. Ginny Weasley. Z tego grona wyklucza się jednak Harry’ego Pottera i Hermionę Granger. Pan Potter był bowiem widziany niedawno w jej towarzystwie w Dolinie Godryka. Razem spacerowali po ulicach, a następnie udali się do tego samego domu. Czyżby młoda panna Weasley była tak zakochana, że nie zauważyła kolejnego romansu swojego chłopaka? – zacytował, po czym warknął – Zauważać to ty nie możesz swojej wielkiej dupy jak nie założysz okularów.
Hermiona westchnęła. Widocznie artykuł o Myrthle Dungass aka Rita Skeeter nie przyniósł spodziewanego efektu. Owszem, dziennikarka dała sobie spokój w drążeniu tematu na temat związku Hermiony i Draco, ale nie odpuściła tematu samego chłopaka. Co gorsza, jej artykuły zaczęły uderzać również w Ginny.
W kuchni pojawił się Blaise. Nalał sobie wcześniej zaparzonej czarnej kawy do kubka i przywitał parę skinieniem głowy.
- Jak tam? – zapytał po paru łykach.
Draco podał mu gazetę. Blaise przejrzał artykuł Rity. Z każdym zdaniem robił się coraz bardziej zdenerwowany.
- Czy ona nie może znaleźć sobie lepszego zajęcia? Robienie na drutach, na przykład.
- Widocznie nie – powiedziała Hermiona.
Zapadła cisza. Wydanie Proroka Codziennego z tamtego lipcowego dnia dało wiele do myślenia szczególnie samemu Malfoy’owi. Gazeta niemal krzyczała do niego, że musi spotkać się z rodzicami, dać jakiś większy znak życia poza listem. Jednak najpierw musiał wymyślić jakąś dobrą wymówkę, która usprawiedliwiałaby jego nieobecność poza domem.
- Powinnam odwiedzić swoich rodziców.
Draco spojrzał na Hermionę z zadowoleniem.
- Czytasz mi w myślach, wiesz?

***

- Tak, mamo. Jestem u siebie w domu, tak jak ci mówiłam. Nie, nie jestem sama. Harry, Ginny i jeszcze dwójka naszych przyjaciół tutaj jest. Tak, dobrze się czuję. Mamo? Mamo, posłuchaj mnie. Mogłabym zatrzymać się u was na kilka dni? Nie, nic się nie stało. Z nikim się pokłóciłam. Tak, przyjechałabym jutro. Chcę kogoś wam przedstawić. Dowiesz się jak przyjadę. Dzięki. To pa! Ucałuj tatę. Pa!
Hermiona odłożyła słuchawkę. Weszła po schodach do pokoju, gdzie Draco pakował walizkę od dobrej godziny, nie wiedząc, co zabrać. Dziewczyna zaśmiała się widząc jego nieudolne starania. Pomogła mu, a następnie sama spakowała siebie. Z samego rana mieli deportować się na dworzec, a stamtąd wziąć taksówkę. Draco wolał pokonać tę odległość jedynie przy pomocy deportacji, ale Hermiona wybiła mu ten pomysł z głowy, ponieważ jej rodzina mieszkała w typowo mugolskiej okolicy.
Blaise zdecydował przenieść się na czas ich nieobecności do Potterów, ponieważ, jak stwierdził, nie chciał zostać sam w tak dużym domu. Zadeklarował również opiekę nad Krzywołapem, dla którego ta opcja nie była zbyt korzystna, ponieważ oznaczała konfrontację oko w oko z ogromnym psem Harry’ego, który niczym nie przypominał małego szczeniaczka z Gwiazdki ’99 roku.
Draco i Hermiona zjedli kolację, którą razem przygotowali. Był to pierwszy tak romantyczny wieczór we dwoje. Cieszyli się swoją obecnością przez cały czas. W nocy usnęli niemal jednocześnie w swoich objęciach.
Rano ich uszy podrażnił budzik z metalowymi blaszkami. Draco zerwał się z łóżka jak oparzony, nigdy wcześniej nie korzystał z tego typu urządzenia.
- Już wiem, dlaczego mugole zachowują się jak wariaci. Gdyby codziennie budziło mnie takie ustrojstwo, też bym zdziczał.
- Przesadzasz – powiedziała łagodnie i pocałowała go.
Zjedli śniadanie i przebrali się, a następnie deportowali się na rzadko uczęszczaną uliczkę tuż przy dworcu Kings Cross w Londynie. Hermiona spojrzała na budynek z rozmarzeniem i wróciła myślami do ostatniego roku szkolnego w Hogwarcie.
Draco złapał taksówkę. Weszli do wnętrza czarnego samochodu zostawiając walizki kierowcy, który spakował je do bagażnika. Hermiona podała dokładny adres, a kierowca ruszył ulicami Londynu zmierzając do spokojnej dzielnicy zwanej London Borough of Brent.

***

Pogoda była idealna na urządzenie grilla na dworze. Tak też postanowili zrobić państwo Granger. Jean Granger wysłała męża z samego rana po świeże steki, sama z kolei zajęła się przygotowywaniem warzyw i napojów. Domyślała się, że Hermiona będzie chciała przedstawić im kogoś dla niej ważnego, dlatego też chciała zadbać, żeby ich pierwszy wspólny obiad wypadł idealnie. Naturalnie Paul Granger nie miał zielonego pojęcia o wszystkim. Był poinformowany jedynie o przyjeździe córki na kilka dni. Ta informacja bardzo go ucieszyła, więc bez zbędnego marudzenia udał się na zakupy. Kiedy wrócił pomógł żonie w przygotowywaniu obiadu oraz rozkładaniu stołu w ogródku. Narzucił na niego czerwono-biały obrus w kratę. W komplecie ze stołem były również drewniane pomalowane białą farbą krzesła, na których poukładał poduchy obite materiałem, z którego był wykonany obrus. Pani domu nakryła do stołu i dopięła wszystko na ostatni guzik. Dodatki i mięso czekało tylko na przyjazd córki z tajemniczym gościem.
Tymczasem tajemniczy gość ze swoją partnerką dojeżdżali już pod jej stary adres zamieszkania. Kiedy samochód się zatrzymał, zapłacili i odebrali od kierowcy bagaże. Taksówka odjechała tak szybko, jak szybko się pojawiła. Hermiona weszła po trzech stopniach na podwyższenie umożliwiające dojście do drzwi. Już chciała wcisnąć dzwonek, kiedy Draco zatrzymał jej rękę.
- Błagam, daj mi chwilę.
Popatrzyła na niego pytająco.
- Przecież nie będę cię obściskiwał w twoim domu, skoro twoi rodzice nie wiedzą nawet o naszych planach.
Uśmiechnęła się do niego szeroko i zarzuciła ręce na szyję. Chłopak wplótł palce w jej włosy i zaczął ją gorąco całować. W końcu musieli wyrobić normę na co najmniej trzy dni. Tak bardzo poddali się chwili, że Draco niechcący popchnął dziewczynę na ścianę, w którą wmontowany był dzwonek. Ku ich przerażeniu za ścianą rozległ się niemal alarm. Para oderwała się od siebie natychmiast. Hermiona zaczęła ścierać swoją szminkę z ust i policzków chłopaka, chichocząc przy tym niemiłosiernie.
- Jesteś okrutna, wiesz?
- Wiem.
I dokładnie w tym momencie drzwi otworzyły się, a oczom Draco po raz pierwszy ukazała się jego przyszła teściowa. Była ubrana na sportowo, ale schludnie. Swoje brązowe włosy, które Hermiona ewidentnie odziedziczyła po niej, spięła w luźny kucyk.
- Cześć kochanie! – powitała radośnie córkę – Wejdźcie, proszę.
Kiedy wpakowali się do przedpokoju, Hermiona wskazała na chłopaka i przedstawiła go. Draco ujął dłoń pani Granger i ucałował ją szarmancko.
- Enchanté – przywitał ją po francusku, co jeszcze bardziej zaciekawiło matkę Hermiony.
Po chwili w przedpokoju pojawił się Paul Granger, który ze zdziwieniem spojrzał na, stojącego obok jego jedynej córki, mężczyznę. Żeby załagodzić niezbyt ciekawą sytuację, Hermiona rzuciła się w ramiona ojca i przytuliła go. Ten ucałował ją w czoło. Dopiero wtedy zwrócił się w stronę nieznajomego.
- A pan to?
- Tato, to Draco. Jest moim…
- Bliskim przyjacielem – dokończył za nią chłopak i podszedł do ojca Hermiony.
Podali sobie rękę. Draco starał się za wszelką cenę wyglądać na pewnego siebie, ale w głębi duszy był zestresowany i spięty jak jeszcze nigdy. Niezmiernie zależało mu na dobrych relacjach z Grangerami, bo miałby wtedy pewność, że chociaż Hermiona zachowa normalną rodzinę po ich małżeństwie.
Paul Granger zmierzył go niepewnym wzrokiem, ale żona spojrzała na niego ostrzegawczo, ponieważ wyczuła, że ich gość zwyczajnie się boi, chociaż stara się tego po sobie nie pokazywać. Można to było nazwać spaczeniem zawodowym psychologa albo zwykłą matczyną intuicją.
- Zapraszam was na obiad. Przygotowaliśmy grilla.

 Draco przestawił walizki, żeby nie stały w przejściu, a następnie ruszył za Grangerami. Idąc przez ich dom nawet się nie rozglądał, bo w jego mózgu coś podpowiadało mu, że to dopiero początek gry o Hermionę.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Ten rozdział dedykuję dla Księżniczki Czystej Krwi.
Pisanie 36-tki nauczyło mnie, że nie mogę planować rozdziałów. Początek był pisany wg wcześniej zaplanowanego schematu. Wyszło drętwo. Od czwartego fragmentu pisałam to co mi przyszło do głowy i jest super. Podoba mi się ten rozdział mimo tego marnego początku. Jego kolejnym plusem jest długość - ponad 5,5 stron w Wordzie :) Mam nadzieję, że Wam się podoba i nie będziecie narzekać tak jak ja :D Powoli postaram się wrócić do częstego dodawania rozdziałów. Po 20 powinnam znów mieć lżej.
Buziaczki potworki.
Wasza,
E.

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 34

Podsłuchani

Zachód słońca w Hogwarcie był widokiem, który zapamiętuje się na całe życie. Okrągła kula światła topiła się w tafli wody, rozsiewając po niej tysiące lśniących promyczków.
- Nie mogę uwierzyć, że to już koniec.
Ruda spojrzała na Hermionę z lekkim uśmiechem na twarzy. Odgarnęła swoje włosy i założyła je za ucho.
- Szybko zleciało, co? Też nie mogę uwierzyć, że prawdopodobnie jestem tu ostatni raz…
- Jak to? – zapytała zdziwiona.
- Ukończyłam szósty i siódmy rok jednocześnie. McGonagall stwierdziła, że muszę zaliczyć jedynie OWTMy z obecnymi szóstoklasistami za rok. To samo Luna.
- Specjalne względy dyrektorki, nie ma co – zaśmiała się Gryfonka.
Słońce było już w połowie drogi do całkowitego zachodu, a dwie dziewczyny nie miały najmniejszego zamiaru ruszać się z poliestrowego koca, który przyniosły tu specjalnie na tą okazję. Na wiklinowym koszu usiadł motyl zwany rusałką pawikiem. Jego czerwono-brązowe skrzydła w świetle zachodzącego słońca zdawały się być ogniście rude, jak włosy Ginny siedzącej niedaleko. Poruszał kilkakrotnie skrzydłami i odleciał.
- To co teraz?
- Nic. Życie – odpowiedziała Hermiona – Będziemy ponad wszystko unikać rodziców Draco, zamieszkamy w moim domku, a potem się zobaczy. Mamy przed sobą dobre kilkadziesiąt lat, jakby na to nie patrzeć.
- Chyba, że państwo Malfoy postanowią cię zdjąć przy pomocy opłaconego wcześniej asasyna pomykającego na jednorożcu.
Hermiona potrząsnęła głową i spojrzała na przyjaciółkę jak na wariatkę.
- Jednorożcu? Skąd tu nagle jednorożec?
- Ach wiesz… Jakoś mnie wzięło.
- Jesteś nienormalna…
Roześmiały się obydwie, zanim ostatni promyk schował się za taflą jeziora.

***

Szczęk zamków kufra. Miauk rudego kota. Trzask zamykanych drzwi. Ostatni raz przekroczyła próg Pokoju Wspólnego. Ostatni raz szła korytarzami Hogwartu jako uczennica. Ostatni raz przeszła przez plac przed zamkiem.
Co ciekawe, nie pamiętała nic z wzruszającego przemówienia, które wygłosiła profesor McGonagall. Pamiętała tylko, że po kilku chwilach cały ostatni rocznik płakał. Jej umysł zaprzątały wspomnienia. Nagle, przypomniało się jej, jak w pierwszej klasie Ron naśmiewał się z niej po zaklęciach. Jak w trzeciej klasie Syriusz odleciał z tego miejsca na Hardodziobie. Jak w 1998 to tu Harry pokonał Voldemorta.
- Her!
Odwróciła się, a wszystkie wspomnienia odleciały z jej myśli. Miała przed sobą obraz, który będzie towarzyszył jej do końca życia. Szare oczy i jasne, blond włosy. Chłopak uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Są jeszcze jakieś powozy? Zaspałbym, gdyby nie Blaise.
- Na pewno. Harry, Ron, Julie i Ginny mieli na nas zaczekać.
- I tak nie zaczekali – zaśmiał się, po czym szybkim krokiem dołączył do dziewczyny.

***

Harry siedział w przedziale w tej samej pozycji od dobrej godziny. Nieobecnym spojrzeniem wlepionym w szybę obserwował zmieniający się krajobraz. Wszyscy myśleli, że przejdzie mu to chwilę po zniknięciu zamku za horyzontem. Ale czas minął, a Harry wciąż się nie odzywał.
- Hogwart był dla niego jak dom – szepnęła Hermiona do zdziwionego zachowaniem kolegi Draco.
Wstała i wyjęła z torby koc, którym okryła Harry’ego. Wtedy po raz pierwszy chłopak oderwał wzrok od szyby i spojrzał na przyjaciółkę ciepło.
- Dziękuję, Hermiono.
Usiadła obok i przytuliła go. Czasami po prostu wystarczał taki prosty gest, by poczuł się lepiej. To oboje cenili w swojej przyjaźni.
- Chciałabym was zaprosić do naszego domku całą ekipą jeszcze przed ślubem Pan. Miło byłoby spędzić kilka dni razem w wakacje.
- Dzięki za zaproszenie Miona, ale… - zaczęła Julietta, ale Ron przerwał jej wpół zdania.
- Julie i ja mamy plany na lipiec. Jedziemy z Nevillem i Luną do Chile, pozwiedzać.
- Pansy i Nott pobierają się dopiero pod koniec sierpnia. Mamy prawie cały miesiąc. Nie panikujcie!
- A tak wracając do Neville’a i Luny – zaczęła Ginny – Będą w kraju do Bożego Narodzenia. Neville zaczyna studia na początku stycznia. Wygląda na to, że nie będzie ich na waszym ślubie, Miona.
- Nie będzie Longbottoma? A to wielka szkoda! – powiedział z udawanym żalem Draco, śmiejąc się cicho.
Hermiona wymierzyła mu cios w żebro. Chłopak jęknął z bólu, a cały przedział zaczął chichotać. Miła atmosfera utrzymała się już do końca podróży.

***

Tym razem uczniowie, a raczej absolwenci, Hogwartu opuścili peron tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie. Harry, Ginny, Hermiona i Draco od razu teleportowali się do Doliny Godryka. Pierwszą noc mieli spędzić u przyszłych państwa Potterów. Jak się okazało, Syriusz opuścił dom przed ich przyjazdem. Swój pokój zamienił w pokój gościnny, a pokój, w którym w Sylwestra mieszkała Miona i Ginny lekko przerobił.
- Nie ma to jak w domu – westchnął Harry, kiedy tylko przekroczył próg.
Na dworze było już dość ciemno, więc pozapalali światła. Duża Tonks rozgościła się na kanapie. Mimo tylu miesięcy spędzonych w zamku doskonale rozpoznała miejsce, w którym spędziła pierwsze tygodnie swojego życia u boku Harry’ego.
- Chcecie herbaty? – zapytała Ginny i ruszyła do kuchni.
- Tak, czarną poproszę.
Draco wniósł kufry do pokoju gościnnego, który mieli zająć razem z Hermioną. Wypuścił Krzywołapa z koszyka i uchylił okno, żeby wypuścić Georgię na nocne łowy. Kiedy schodził po schodach, usłyszał ciche głosy dobiegające z kuchni.
- Jak myślisz, co powiedzą twoi rodzice? Przecież mówiłaś im, jaki Draco był w stosunku do ciebie.
- Niby tak, ale wiedzą też, że Harry i Draco się pogodzili. Właściwie to bardziej martwię się o reakcję ojca. Mama raczej zaakceptuje mój wybór.
- Poza tym, to twoje życie. Muszą to zaakceptować.
- O akceptację to ja się boję tylko ze strony jego rodziców. Wiesz, matka jest dla niego bardzo ważna. Jako jedyna chyba okazywała mu jakiekolwiek ludzkie uczucia. Widziałaś zresztą. Bitwa o Hogwart, Voldemort oświadcza, że Harry nie żyje. Przyłączcie się, bo zginiecie. Lucjusz woła Draco, on wciąż stoi w szeregu. Dopiero wołanie matki sprawiło, że przystał do Śmierciożerców ponownie.
- A propos Śmierciożerców, widział już twój prezent?
- Widział, rozpakował, ale jeszcze nie wpadł, co to jest. Potrzymam go jeszcze w niepewności – zachichotała.
W tym momencie Harry wpadł na Draco, wciąż czającego się na schodach, o mały włos nie zrzucając go z nich.
- Tak podsłuchiwać drogie panie? Nie ładnie – zaśmiał się Wybraniec, tak, żeby tylko jego przyjaciel mógł usłyszeć tą uwagę.
- Nawet nie wiesz, ile ciekawych rzeczy można się w ten sposób dowiedzieć. Niestety, czasami działa to też w drugą stronę – westchnął.
- To znaczy?
- Ludzie uwierzą we wszystko, jeżeli będziesz szeptać. Motto Ślizgonów.
- A nie czasem „Weasley jest naszym królem”? – zaśmiał się Harry.
- To nasz hymn.
Nastała chwila ciszy, która została przerwana cichym chrząknięciem.
- Ładnie to tak plotkować na schodach? – zapytała Hermiona i upiła łyk herbaty.
- Tak podsłuchiwać, drogie panie? Nie ładnie – powiedział Ślizgon cytując Wybrańca.
Harry roześmiał się głośno.

***

Cały wieczór minął im na wspominaniu lat w Hogwarcie. Nauczycieli, niesamowitych zdarzeń i całej przygody, której w życiu nie zapomną. Herbata lała się litrami, a z ich ust wylatywał potok słów i gromki śmiech. Kiedy zegar pokazał godzinę pierwszą, postanowili zbierać się do snu. O drugiej w domu było całkowicie ciemno i cicho.
Hermiona spała głęboko, kiedy w głowie Draco przelewało się wiele myśli naraz. Rozmyślał o podsłuchanej rozmowie, o tym jak im dalej się ułoży, czy dadzą sobie radę. Jego głowy nie opuszczała również myśl o odwiedzinach u rodziców Hermiony. Czy faktycznie powinien się bać? A co jeżeli nie zaakceptują ich związku?
Boże drogi, Draco! Chłop jesteś czy baba? Wziął się w garść i pomyślał, że co ma być, to będzie. Druga sprawa była taka, że chyba sam faktycznie nie do końca w to wierzył. Postanowił spróbować jakoś zasnąć. I faktycznie udało się to mu. Na kilka minut przed świtem.

***

Wstał wykończony. Wszedł do łazienki i obmył twarz zimną wodą. Umył zęby i opuścił pokój. Było grubo po dwunastej, więc nie zdziwił go fakt, że Harry i Ginny kłócą się w kuchni… Zaraz, zaraz. Harry i Ginny kłóca się w kuchni? Dlaczego? Nadstawił uszu.
- Ginny, ja naprawdę nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
- Her jest szczęśliwa! Naprawdę chcesz jej to odebrać?
- Chcę jej przemówić do rozsądku.
- Odbierając jej szczęście? Świetny pomysł, na pewno wpadnie ci w ramiona za to, że ją ocaliłeś.
- A co mam robić? Patrzeć, jak potem będzie cierpieć?
- ON JĄ KOCHA, HARRY. K-O-C-H-A! Tak jak ty mnie, a ja ciebie! Czemu to do ciebie nie dociera?!
- Ginny, mimo całego naszego kumplowania z Malfoy’em, ja i Ron nadal nie ufamy mu całkowicie. Był, jest i będzie nieobliczalny. Jednego roku może i ją pokocha, ale potem ją zostawi. Niby dlaczego tak nagle wpadła mu w oko?
- Harry, nie każdy musi kochać od początku swojego życia. A ty, kiedy zwróciłeś na mnie uwagę? Bo wydaje mi się, że jednak nie w wieku 11 lat, kiedy ja się w tobie zadłużyłam.
- On coś jeszcze jej zrobi. Ja to wiem.
- Czasami jesteś takim kretynem – westchnęła – CZY KIEDYKOLWIEK DOPUŚCISZ DO SIEBIE MYŚL, ŻE MOŻESZ SIĘ MYLIĆ, HARRY?! PATRZCIE PAŃSTWO, JESTEM HARRY POTTER I ZAWSZE MAM RACJĘ, BO POKONAŁEM VOLDEMORTA! A WIESZ, CO BYŁO ZE MNĄ? WIESZ ILE RAZY JA PŁAKAŁAM PRÓBUJĄC ZAPOMNIEĆ, KIEDY TY BIEGAŁEŚ SOBIE ZA HORKRUKSAMI?!
Harry zamilkł.
- CZEMU ZAWSZE TO TY JESTEŚ TEN IDEALNY?! CZEMU HERMIONA JEST IDEALNA?! NAWET MÓJ CHOLERNY BRAT JEST IDEALNY! ŻYJĘ W WASZYM CIENIU, POMAGAM WAM, DORADZAM, A WY I TAK UPIERACIE SIĘ JAK SKOŃCZENI IDIOCI PRZY SWOICH DURNYCH POSTANOWIENIACH. NAWET NIE WIESZ, ILE GODZIN TŁUKŁAM HERMIONIE O TYM, ŻE NAJWIĘKSZA SZANSA NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE PRZECHODZI JEJ KOŁO NOSA! Ona nie chciała tego małżeństwa. Bała się go!
W tym momencie w Draco coś pękło. Momentalnie zniknęła ochota na jedzenie i picie czegokolwiek. Gdyby nie fakt, że informacja sprzed sekundy wywarła na nim takie wrażenie prawdopodobnie pobiegłby do pokoju gościnnego, rzucił się na łóżko i zaczął płakać jak małe dziecko. Ale stał. Całkowicie sparaliżowany.
- WTEDY KIEDY WRESZCIE UDAŁO MI SIĘ PRZEKONAĆ JĄ DO TEGO, ŻEBY NIE ZACHOWYWAŁA SIĘ JAK IDIOTKA… Wpadłeś na genialny pomysł, żeby to wszystko rozbić? Super. Świetnie. Nie mam więcej pytań. Ginny Potter… MOŻE TO TEŻ CI SIĘ NIE PODOBA?!
- Popadasz w histerię – zaczął ją uspokajać Harry.
- HISTERIĘ?! A MOŻE TY NIE CHCESZ, ŻEBYM NOSIŁA TWOJE NAZWISKO, CO?! MOŻE NIE JESTEM TEGO GODNA? W KOŃCU TO NIE JA POMYKAŁAM SOBIE PO LASACH I GAJACH ZA CHOLERNĄ CZARNĄ I MEDALIONEM!
Harry złapał dziewczynę za nadgarstki i przytwierdził ją do ściany. Nie chciał zrobić jej krzywdy, chciał, żeby się uspokoiła. A metoda siłowa była jedynym rozwiązaniem.
- Czy ty myślisz, że to było łatwe? Że mieliśmy wszystko podane na tacy? Że wystarczyło podejść do Voldemorta powiedzieć „umieraj” i po sprawie, tak?
Ginny nie odpowiadała, ale jej oczy wciąż były załzawione, a tusz całkowicie rozmazał się w okolicach oczu i stworzył żałosne czarne strużki na jej zaczerwienionych od złości i emocji policzkach.
- Doceniam to, co dla nas robisz, co robiłaś. Hermiona też to docenia. Czasami jednak nie można mieszać się w życie innych. Sami muszą o nim decydować.
- Tylko, że to ty chcesz, żeby Miona zerwała zaręczyny.
- Tak, bo zrobiła to pod twoim wpływem, do cholery! – Harry znowu zaczynał tracić cierpliwość.
- Boże jaki ty jesteś uparty jak osioł! HERMIONA MA PRA…
W tym momencie frontowe drzwi otworzyły się, a przez nie wleciała wesoła Tonks. Chwilę później w pokoju pojawiła się Hermiona.
- Ech, Ginny. Żałuj, że nie poszłaś z nami na spacer. Pogoda jest bo… A co się stało? – dodała, widząc rozmazaną przyjaciółkę.
- Nieważne – odpowiedziała Gins i otarła łzy ręką, rozcierając tusz po jeszcze większym obszarze policzków.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Zabrałam się za pisanie tego rozdziału z totalną pustką w głowie. Skończyłam go pisać po 4 godzinach od jego rozpoczęcia. Wynik jest tragiczny jak na 5 stron i trochę w Wordzie, ale tak bywa. Co do jego jakości... Nie wiem co o nim myśleć. Tak to podsumuję. Do końca głosowania niecałe 18 godzin, a ja wciąż na 1 miejscu i mam 141 głosów co przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Dziękuję <3

Rozdział dla wszystkich, którzy czekali.

E.

piątek, 4 października 2013

Rozdział 33

Bitwa o muffinkę

Pansy siedziała na swoim łóżku. Pisała w swoim notatniku i gładziła po grzbiecie czarnego kota. Funky zamruczał leniwie. Chwilę później podskoczył z głośnym wrzaskiem i zleciał z łóżka, kiedy drzwi pokoju otworzyły się nagle na oścież.
- Draco? A co ty tu robisz? – zapytała Pansy podnosząc wzrok znad notesu – A co jeżeli zastałbyś Milicentę w bieliźnie?
- Boże, nie strasz mnie – wzdrygnął się chłopak – Potrzebuję twojej pomocy.
- A konkretnie jakiej?
- Lubisz piec, prawda?
- Lubię.
- Byłabyś w stanie wykonać pięćdziesiąt muffinków na jutro? – zapytał i uśmiechnął się szeroko do przyjaciółki.

***

Z samego rana w sobotę wszyscy uczniowie ostatniej klasy odbywali zajęcia z opiekunami poszczególnych domów, które miały ich wtajemniczyć w pierwsze kroki w dorosłym życiu. Gryfonom, jako pierwsza, przypadła dodatkowa transmutacja.
- Hermiona…
Gryfonka zignorowała szept niosący się z ławki za nią. Notowała wtedy skrupulatnie wykład profesor McGonagall i nie chciała niczego przegapić. Zamoczyła pióro w kałamarzu, otarła zbędną kroplę atramentu o jego ścianki i ponownie zaczęła notować.
- Hermiona.
Szept powtórzył się. Tym razem był głośniejszy i poza Hermioną usłyszało go jeszcze kilka osób w obrębie dwóch ławek wokoło. Ponownie zignorowała wołanie.
- HERMIONA, DO CHOLERY!
To już zdecydowanie był krzyk. Rozniósł się po klasie przerywając jednocześnie McGonagall połowę zdania o testach na animaga. Kobieta zmarszczyła brwi i szybko odszukała sprawcę tego zamieszania.
- Panno Moore, rozumiem, że po skończeniu Beauxbatons uważa pani edukację w Hogwarcie za niepotrzebną, prawda? – zapytała chłodno.
- Ja nie… - zaczęła speszona dziewczyna, ale dyrektorka jej przerwała.
- Niech chociaż nie przeszkadza pani w zdobywaniu tej wiedzy innym. Dziękuję bardzo.
Dwie minuty po tej krótkiej wymianie zdań otrzymała liścik. Szybko rozpoznała estetyczne, wyćwiczone w francuskiej szkole, pismo Julietty. Po przeczytaniu jego treści pacnęła się w czoło i dyskretnie odchyliła się do tyłu wraz z krzesłem.
- Serio zrobiłaś aferę na pół klasy, żeby zapytać się o mój ulubiony smak muffinek? – spytała, niemal nie poruszając ustami.
- Tak. Więc jaki?
Gryfonka wywróciła oczami.
- Czekoladowe.
- Dzięki. Draco się pytał. Chciał wiedzieć co ma być na urodzinach.
Na wspomnienie imienia Ślizgona, Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Wyobraziła sobie Draco główkującego nad jej ulubionym smakiem babeczek, aż w końcu zrezygnowany zwraca się z pomocą do Julie. To było kochane.
- Panno Granger, powtórzy nam pani ostatni etap egzaminu na otrzymanie licencji animaga?
Te słowa podziałały na nią jak kubeł zimnej wody wylany prosto w twarz. Szybko się otrząsnęła i panicznie zerknęła do notatek.
- Trzeba wykazać, że bez problemu można zmieniać postać zarówno z ludzkiej w zwierzęcą jak i na odwrót. Ważne jest też panowanie nad instynktami, które uaktywniają się pod postacią zwierzęcia.
- Dziękuję. Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Następnym razem proszę uważać. To, że udało wam się pokonać Voldemorta nie znaczy, że masz nie uważać na transmutacji.
Kilka osób parsknęło śmiechem.

***

Na dodatkowych zaklęciach omówili wszystkie możliwe stanowiska, które ma do zaoferowania Ministerstwo Magii. Harry i Ron zwrócili szczególną uwagę, kiedy profesor Flitwick omawiał dokładną pracę aurorów. Na eliksirach skupili się na pracy w Świętym Mungu, a na zielarstwie z profesor Sprout dowiedzieli się, że zaraz po skończeniu szkoły kilka wybranych osób otrzyma możliwość wyjechania na dwuletnie studia do Chile. Wśród wybranych znalazł się Neville, który nawet nie starał się ukrywać swojego zadowolenia.
Obiad w Wielkiej Sali był dziwny. Każdy wiedział, że to już koniec, że nieoficjalnie skończyli już szkołę. Mimo to mieszkali w murach tego zamku do końca czerwca i chodzili na lekcje, na których bardziej skupiali się na przyszłości i karierze niż faktycznych tematach lekcji z podręcznika.
Popołudniu Hermiona wpadła do Salonu i rzuciła się na kanapę. Sama nie wiedziała skąd wzięło się jej niewyobrażalne zmęczenie. Po prostu było.
- Co? Aż tak cię wykończyło nic nierobienie? – zaśmiała się Ginny siadając obok przyjaciółki.
- Zabawne. Tak, jestem wykończona. I nie wiem po czym. Chyba muszę się czymś zająć.
- Jestem tego samego zdania! – przytaknęła Ruda – W końcu musisz zacząć się szykować, prawda?
Hermiona jęknęła.
- Już? Człowieku, daj mi odpocząć.
- Sama powiedziałaś, że nie masz po czym. Wstawaj leniu jeden, ojczyzna wzywa!
Wiewiórka złapała przyjaciółkę za rękę i zwlekła ją z sofy prosto pod drzwi jej prywatnego dormitorium. Weszły do środka. Miona już szła w kierunku łóżka, ale młoda Weasley szybko ją powstrzymała.
- Do łazienki i pod prysznic! Umyć główkę, ogolić się, nasmarować mleczkiem do ciała. Następnie w bieliźnie i w szlafroczku do mnie, a ja się za ciebie już wezmę.
Dziewczyna wywróciła oczami i zrezygnowana ruszyła w stronę drugiego pomieszczenia. Ściągnęła mundurek i niedbale rzuciła go na blat obok umywalki. Weszła pod prysznic i przez dobre dziesięć minut pozwalała, by krople wody bez celu spływały jej po ciele. Sięgnęła w końcu po żel i dokładnie się umyła. Na półeczce odnalazła piankę i maszynkę. Po chwili zostały jej tylko włosy. Dokładnie wtarła w nie szampon, a następnie odżywkę i spłukała je pod strumieniem ciepłej wody.
Kiedy wyszła z kabiny ogarnęła ją natychmiastowa fala chłodu. Zaczęła szczękać zębami i na palcach manewrowała, żeby zmoczyć jak najmniej kafelek i przy okazji, jak najmniej, ochłodzić sobie bose stopy. Wytarła się w ręcznik, nałożyła świeżą bieliznę i narzuciła na siebie szlafrok. Szybko umyła zęby. Pozbierała dotychczasowe ubranie i wyszła z łazienki.
- Nadal taka zmęczona?
- Mniej – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Ruda kazała usiąść jej na fotelu. Zabrała się za kręcone włosy Gryfonki. Rozczesała je, szybko wysuszyła. Hermiona sięgała po wsuwki, ale Ginny odtrąciła je szybko.
- Włosy będą nachodzić mi na oczy – wytłumaczyła.
- Czasami trzeba cierpieć, kochanie.
Grzywkę, którą Hermiona zawsze skutecznie ukrywała przy pomocy spinek i wsuwek, ładnie wymodelowała i polakierowała przy pomocy różdżki. Po tym krótkim zabiegu fryzjerskim podparła różdżką brodę i zaczęła rozmyślać. W końcu wpadła na pomysł idealnego makijażu. Połączyła efekt smoky eyes z czerwoną pomadką na ustach. Całość wypadła odważnie, wyraziście i pięknie.
- Ubieraj się. Mamy pół godziny, ślicznotko – oznajmiła w końcu Ruda.

***

Kilka godzin wcześniej w hogwarckiej kuchni Pansy piekła zabójczo pachnące muffinki czekoladowe. Kiedy opuściły piekarnik, a dziewczyna wyjęła je z foremek i przyozdobiła wzorem kwiatowym z białej czekolady, zabrała się do tłumaczenia wszystkiego towarzyszącemu jej Draconowi.
- Więc. Babeczki są identyczne, tak jak prosiłeś. Nie różnią się prawie niczym. Jedynym znakiem, że trzymasz właśnie babeczkę z pierścionkiem dla Hermiony jest znak x z białej czekolady na spodzie. Postawię ją w lewym dolnym rogu tacy.
Blondyn przytaknął.
- Resztę pozostawiam tobie.
- Musimy jeszcze przypilnować, żeby nikt babeczki z tym pierścionkiem nie zeżarł zamiast Hermiony.
- Ustawimy straż. Zanim się pojawi będziemy ich pilnować jak labrador dodatkowej porcji jedzenia.
Draco zaśmiał się.
- No, dobra. Więc jak się pojawi to…
- To bierzesz dwie babeczki, jedną dla siebie i jedną dla niej, idziecie nad jeziorko i macie chwilę dla siebie. Blaise wszystko przygotował.
- Mówiłem już, że jesteście niesamowici?
- Nie. Nie musisz, my sobie to mówimy.
Ślizgon uśmiechnął się.

***

Wszystko było gotowe. Sala była zapełniona. Fatalne Jędze grali swoje utwory od dobrych trzydziestu minut. Kula dyskotekowa wirowała nad głowami zgromadzonych. Piękna, kryształowa fontanna z ponczem przykuwała wzrok. Nawet muffinki stały na swoim miejscu obok przekąsek. Brakowało tylko Hermiony i Rudej.
Babeczki wyglądały tak apetycznie, że straż w postaci Draco, Pansy, Blaise’a, wymieniających się po chwilę, była zabezpieczeniem całkowicie minimalnym. Ludzi chętnych na babeczki nie brakowało. Brakowało tylko Hermiony i Rudej.
- Gdzie one do cholery są?! – Draco powoli zaczynał tracić cierpliwość i lekko się martwić.
- Spokojnie, zaraz przy… - zaczęła uspokajać go Pansy, ale jej zapewnienia nie były konieczne, bo właśnie w tamtej chwili obie dziewczyny pojawiły się w Salonie Ślizgonów.
Wyglądały zjawiskowo. Dracona momentalnie opuścił zły humor. Podszedł do Hermiony i pocałował ją na powitanie. Dziewczyna uśmiechnęła się i przygryzła wargę.
- To dla ciebie – powiedziała podając mu malutką torebkę prezentową.
Chwilę później Gins również wręczyła swój prezent.
- Dzięki wielkie. Zaczynaliśmy się martwić. Co was tak długo zeszło?
- Ginny stwierdziła, że wygląda fatalnie i nie może iść. Ciężko było ją wyciągnąć biorąc pod uwagę fakt, że zabarykadowała się w łazience.
Draco zaśmiał się głośno i popatrzył na Rudą z politowaniem. Chwilę później usłyszeli wrzask Pansy:
- NIE ROZUMIESZ ANGIELSKIEGO?! NIE ŻRYJ TEGO!
Hermiona spojrzała na chłopaka ze zdziwieniem.
- Lukier jeszcze nie stwardniał. Wszystko, by się porozwalało. Możesz poczekać, prawda? – wymyślił na poczekaniu i szybko zmienił temat.
- Na muffinki Pansy? A kto by nie czekał? – powiedziała z uśmiechem.
Ślizgon przeprosił dziewczyny na chwilę i podszedł do przyjaciółki.
- Drzyj się jeszcze głośniej to znowu będę musiał ściemniać o lukrze. Dobrze, że Miona nie zna się na pieczeniu… Leć, zastąpię cię na chwilę.
Pan zniknęła w tłumie. Stał opierając się o stół i rozglądając się po sali. Wszyscy bawili się dobrze. Hermiona tańczyła właśnie z Harrym, a Ginny została porwana do tańca przez Blaise’a. Wszystko toczyło się idealnie. Miał dokładnie pół godziny, żeby zniknąć z Hermioną nad jeziorem i oświadczyć się jej. Chciała prywatnie, niech będzie. Nie da za wygraną i nie da się spławić. Już wyobrażał sobie tę  piękną scenę, kiedy kobieta jego marzeń wpada mu w ramiona i płacząc odpowiada „taki”… Gdy nagle rozległ się huk na cały Pokój Wspólny Ślizgonów.
Okazało się, że Neville nie zauważył, nie wiadomo jakim cudem, ogromnej fontanny z ponczem i wpadł na nią. Fontanna się zawaliła, a poncz rozlał się na podłogę i ochlapał kilkanaście osób wokoło.
- Prze-przepraszam! – Longbottom natychmiast chwycił za różdżkę i zaczął nieudolnie wszystko naprawiać.
Widząc jego żałosne poczynania Draco podbiegł do niego i zaczął przepraszać gości, a następnie składać fontannę z powrotem w całość. Po chwili zniknął w dormitorium, gdzie urządzili sobie zaplecze, by dolać alkoholu do fontanny. Kiedy tak beztrosko szedł sobie przez Salon zauważył coś od czego zrobiło mu się słabo.
Zobaczył coś, a raczej brak czegoś. Wszystkie muffinki, bez wyjątku, zniknęły.
- Lumos Maxima!
Z jego różdżki wypłynął ogromny strumień światła, który rozjaśnił całe pomieszczenie.
- STOP! NIE JEŚĆ MUFFINEK!
Wszyscy popatrzyli na solenizanta jakby urwał się z choinki. On jednak nie zważał na spojrzenia innych. Postawił butlę w rogu i podbiegł do Pansy i Blaise’a.
- Babeczki zniknęły!
- MIAŁEŚ ICH PILNOWAĆ, IDIOTO! – wrzasnęła Pansy.
- LONGBOTTOM ROZPIERNICZYŁ FONTANNĘ! MIAŁEM STAĆ I SIĘ GAPIĆ JAK NISZCZY JĄ JESZCZE BARDZIEJ?!
- TAK!
- ZAMKNĄĆ RYJE! – uciszył ich dobitnie Blaise – Idziemy szukać tej z iksem!
Wszyscy, którzy trzymali w rękach babeczki zastygli w miejscu jakby nie wiedzieli co mają robić. W tym czasie Blaise, Draco i Pansy latali jak idioci po całym Pokoju Wspólnym i podnosili każdą rękę z muffinką do góry. W końcu Blaise wrzasnął do Draco z drugiego końca pomieszczenia:
- MAM! NA SKRZYDŁO!
Draco złapał babeczkę w rękę i podbiegł do Hermiony. Pansy rzuciła mu bukiet z szafirków. Ostatnie pięć metrów przejechał na kolanach prosto pod jej nogi.
- Ja wiem, że nie chciałaś publicznych oświadczyn. Ja wiem. Miało być naprawdę pięknie. Pansy upiekła te cholerne muffinki, o które wcześniej było całe dochodzenie jaki smak lubisz, Blaise przygotował nam piękny piknik nad jeziorkiem, ale… Ta muffinka jest zdobyczna!
Hermiona zaczęła śmiać się przez łzy wzruszenia.
- Uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – zapytał w końcu.
Wtedy Hermiona rozkleiła się na dobre i pokiwała głową na tak. Draco wstał i wziął ją w ramiona. Zawirowali kilka razy w powietrzu zanim odstawił ją na ziemię.
- Ugryź.
- Co? – zapytała wciąż lekko oszołomiona całą tą sprawa.
- Ugryź muffinkę.
Wykonała jego prośbę. Kiedy tylko przełknęła pierwszy kęs czekoladowej babeczki i spojrzała na nią ponownie zauważyła w środku piękny, błyszczący brylant osadzony w pierścionku z białego złota.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

NORMALNIE NA OSTATNI GWIZDEK! To się nazywa wyczucie czasu!
Dedykacja dla: Mrs Joffrey, Puchona, Cholery M. i Pearlisi <3
Dla tych co nie śledzą aska - zmotywujcie Cholerę M. pod tym rozdziałem, żeby założyła bloga z Drinny. Będziecie czytać, prawda? :)

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 32

Kiedy egzamin się kończy...

Kiedy mosiężne drzwi zamknęły się za trójką uczniów, Hermiona miała wrażenie, że gorzej trafić nie mogła. Obecność Malfoy’a nie pozwalała jej się skupić. Ba, sama myśl o nim mąciła jej zdolności logicznego myślenia, a co dopiero świadomość, że stoi parę kroków od niej podczas najważniejszego egzaminu w jej życiu. Użalałaby się pewnie nad swoim losem długo, gdyby czarodziej, na oko, niewiele młodszy od Dumbledore’a przed śmiercią, podszedł do niej i poprosił, by ustawiła się na wskazanym przez niego miejscu.
- A więc, panno Granger, zacznijmy od podstaw. Obiecuję, że nie będzie trudno – powiedział, uśmiechając się, kiedy zauważył, jak bardzo dziewczyna się denerwuje – Na początek prosiłbym cię o przemianę tego kanarka – tu wyczarował niewielki stolik, na którym stała klatka z ptakiem – w pucharek na wodę. Zaczynamy.
Hermiona nie musiała się nawet zastanawiać. Dobyła różdżki i niewerbalnie zaczarowała kanarka. Na huśtawce w klatce zamiast bujającego się ptaszka można było ujrzeć srebrny puchar.
- Brawo – pochwalił ją egzaminator – Przejdźmy do czegoś trudniejszego. Niech rozbroi pani tego czarodzieja w sposób niewerbalny.
Czarodziejem okazał się zwykły manekin podobny do tych, których GD używało do ćwiczenia różnych zaklęć obronnych. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Zaczynamy.
Dziewczyna wypowiedziała w myślach formułkę. Zaklęcie odbiło się od manekina. Nie mogło być tak łatwo. Ten egzamin miał sprawdzić jej zręczność. Zaczarowany kawałek drewna i płótna umiał się bronić. Z drewnianej różdżki wyleciała czerwona iskra światła. Hermiona bez zastanowienia odbiła zaklęcie. Ta zaczarowana decha nie tylko potrafiła odpierać atak. Umiała również sama atakować. Minęło dwanaście sekund od rozpoczęcia walki z manekinem. Po dwudziestu trzech trzymała już w ręku dwie różdżki.
Egzaminator klasnął dwa razy w dłonie w uznaniu jej niezwykłych zdolności. Posłała mu ciepły uśmiech. Kątem oka zerknęła w lewo. Draco był otoczony przez całkiem pokaźne stadko wróbli. Latało i ćwierkało radośnie. Na twarzy chłopaka malował się szeroki uśmiech.
Do jej świadomości dotarło jakieś chrząknięcie. Myśli o Draco chciały je odgonić, ale kiedy się powtórzyło dziewczyna się ocknęła.
- Panno Granger, możemy kontynuować?
Hermiona gwałtownie potrząsnęła głową, żeby powrócić trzeźwość swojego umysłu.
- Oczywiście. Przepraszam bardzo – powiedziała speszona.
- Ach, młodzi… - westchnął egzaminator – Niech skupi się pani na egzaminie. Chłopak może poczekać.
Zaczerwieniła się. Mimo początkowego wrażenia, że profesor się z niej naśmiewa i ma jej za złe chwilowe zagapienie, prawda okazała się zupełnie inna. Spokojnym głosem powiedział:
- To przedostatni punkt naszego egzaminu. Proszę, żebyś powiększyła ten stos przygotowany na ognisko i go podpaliła. Ostatnim punktem będzie coś od siebie, czym mnie zaskoczysz.
- Engorgio.
Kawałki drewna powiększyły się dwukrotnie.
- Incendio.
Z różdżki wystrzeliła iska ognia, która natychmiast rozpaliła ognisko.
- Idealnie. Teraz pro…
Jego słowa przerwał donośny ryk. Wszyscy gwałtownie obrócili głowę. Ich oczom ukazała się ogromna tentakula jadowita o wysokości pięciu słoni, stojących jeden na drugim. Jej wygląd wcale nie przypominał roślinki doniczkowej, ale straszną bestię rodem z mugolskiego horroru.
Draco nie zwlekał ani chwili. Rzucił się w stronę rozwścieczonej bestii i wrzasnął:
- Wingard Leviosa!
Ogromny wybuch rozerwał korzeń tentakuli wraz z doniczką na kawałki. Reszta rośliny zajęła się ogniem. Hermiona podbiegła do Draco i skierowała swoją różdżkę w stronę palącej się tentakuli. Rzuciła niewerbalne Aqua Eructo, tworząc wielką kulę wody, która ugasiła pożar. Woda opadła na posadzkę, a egzaminatorzy krzyknęli jednocześnie:
- Reducto.
Kiedy z rośliny został tylko proch, a ogromnej kuli wody tylko kałuża, Neville wstał z podłogi i roztrzęsionym głosem powiedział:
- Ona miała się powiększyć tylko trochę…
Draco i Hermiona wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem. Po chwili dołączył do nich również Neville, a na samym końcu egzaminatorzy.
- Jak widać, każde z was zaskoczyło nas swoimi umiejętnościami – zaśmiał się profesor prowadzący Hermionę – Wyniki egzaminu poznacie w lipcu. Serdecznie dziękuję.
Ogromne drzwi otworzyły się ponownie, popychając grupkę siódmoklasistów do tyłu. Wszyscy mieli takie same przerażone miny. Patrzyli ze zdziwieniem na Draco, Hermionę i Neville’a. Niektórzy z nich starali się dostrzec, co takiego działo się w Wielkiej Sali, że ta trójka wychodzi z niej usmolona od stóp do głów i z podpalonymi, mokrymi szatami, ale mimo to z szerokimi uśmiechami na twarzy.
- Neville pobawił się w zielarza – powiedział Ślizgon, a cała trójka ponownie zaczęła zwijać się ze śmiechu.

***

- Była wysoka prawie pod sam sufit! – opowiadał Gryfon – Nie wiem, jak udało mi się ją tak powiększyć. Chciałem, żeby miała rozmiary labradora, nic większego.
Wszyscy siódmoklasiści z zaciekawieniem słuchali historii chłopaka o tym, co wydarzyło się w czasie egzaminu. Niektórzy się śmiali, a niektórzy żałowali, że nie mogli zobaczyć tego na żywo.
- Neville, weź ze sobą aparat na egzamin z eliksirów – rzucił kąśliwie Seamus, powodując jeszcze większą falę śmiechu – Zapewne dostarczysz niezłego materiału do zdjęć. W najgorszym wypadku wysadzisz tylko Wielką Salę w powietrze.
W Wieży Godryka Griffindora odbywała się właśnie impreza z okazji zakończenia pierwszego dnia egzaminów i akcji Neville’a z tentakulą. Jednak nie wszyscy Gryfoni chcieli uczestniczyć w zabawie. Niektórzy woleli się pouczyć, inni odpocząć, a jeszcze inni wymknąć się z zamku na spacer w świetle księżyca z pewnym przystojnym Ślizgonem…

***

- Nie wiedziałam, że lubisz ptaki – powiedziała, uśmiechając się.
Draco mocno trzymał jej rękę. Szli w bliżej nieokreślonym kierunku. Było już po 22, więc gdyby ktoś ich przyłapał, nie skończyłoby się to dobrze, ale oni zdawali się tym nie przejmować. Po prostu szli nie zważając na konsekwencje przyłapania ich poza zamkiem.
- Od czasu do czasu warto pouczyć się takich bezsensownych zaklęć – zaśmiał się.
- Avis wcale nie jest bezsensowne – oburzyła się Miona – Razem z Opugno dają całkiem ciekawe efekty. W szóstej klasie Ron musiał uciekać przed tymi efektami – zachichotała.
Zapadła cisza. Nie była niezręczna. Oboje cieszyli się swoim towarzystwem. Było im razem dobrze. Nawet, kiedy z ust tych dwojga nie padały żadne słowa.
- Niedługo mam urodziny – powiedział nagle Draco – Robimy ogromną imprezę w Salonie Ślizgonów. Przyjdziesz?
- Po ile bilety? – zachichotała Hermiona.
- Jak dla ciebie, to wstęp wolny. W końcu jesteś z prasy.
- Uważaj, bo jeszcze wykraczesz i stanę się drugą Ritą Skeeter.
- Nie staniesz się drugą Ritą Skeeter. Staniesz się pierwszą Hermioną Granger. Właściwie, to już nią jesteś.
Uśmiechnęła się delikatnie i cmoknęła go w policzek.

***

Egzaminy skończyły się tak szybko jak się zaczęły. Cały męczący tydzień przeleciał w mgnieniu oka. Wszyscy uczniowie poświęcili piątkowy wieczór na odpoczynek. Nikt nie zaglądał do książek, nikt nawet nie rozmawiał. Byli wykończeni.
Jedyną grupą uczniów, która nie próżnowała byli Ślizgoni. Jak jeden mąż wzięli się do prac przygotowawczych na imprezę Dracona. W Salonie pojawił się parkiet, a sofy przeniesiono w kąt. Wynaleziono również jakieś miejsce dla Fatalnych Jędz, których Draco zamówił specjalnie na tą okazję.
- Żyjesz tymi urodzinami, co? – zapytał Blaise, montując przy okazji kulę dyskotekową.
- A czym mam żyć? Ostatnie miesiące, ba, dni, wolności…
- Musisz coś wymyślić z tymi zaręczynami. Jak do końca roku tego nie zro…
- Tak, wiem. To moi rodzice rzucą się na mnie z pazurami i zaobrączkują z kimś pokroju Greengrass.
- Takie życie.
Draco westchnął.
- Urodziny to w sumie jedyna okazja… Ostatnia okazja.
- Łap Granger póki gorąca, jak to mówią – zaśmiał się Blaise – Takiej babeczki ze świecą szukać.
- Babeczki…? W których latach ty żyjesz, człowieku?
- W naszych, Dracusiu, w naszych.
- Babeczka, Jezu Chryste… - jęknął chłopak, po czym nagle ucichł – Chwila… Babeczka, mówisz?
- Kupić ci aparat słuchowy?
Ślizgon go nie słuchał. Zerwał się z miejsca i pobiegł w stronę dormitoriów.
- A ty gdzie?
- Do Pansy. Zawsze lubiła gotować.
Blaise przekrzywił głowę i wzruszył ramionami. Przyzwyczaił się do tego, że jego przyjaciel był nienormalny. Znali się od prawie 20 lat. Nie takie głupoty w życiu robili.

***

- Mam się bać, tak?
Hermiona siedziała w swoim dormitorium na łóżku, a przed nią stała Ginny z pudełkiem. Miała pokazać jej strój, który przygotowała dla nich na urodziny Smoka.
- Jeżeli boisz się mojego stylu, to chyba tak. Starałam się dobrać coś klasycznego i niezbyt… Normalnego?
- Czyli wyzywającego?
- No, tak. Najpierw pokażę ci moją.
Zniknęła w łazience. Wyszła po chwili ubrana w czarną sukienkę do połowy uda. Miała grube ramiączka ozdobione na grzbiecie złotymi ćwiekami. Od samej góry do linii dekoltu była wykonana z prześwitującego czarnego materiału. Reszta była bawełniana. Ginny ubrała do tego Loubutiny, które dostała od Hermiony na urodziny. Rude włosy idealnie komponowały się z czerwoną podeszwą butów.
- Niesamowite… Wyglądasz przyzwoicie! – powiedziała Hermiona, udając zdziwienie.
- Dzięki – odszczekała Ginny z przekąsem, marszcząc nos.
- Jesteś śliczna jak się złościsz – zachichotała.
- Dobra, dobra, pani Malfoy. Czas na ciebie. Rzeczy masz w łazience.
Dziewczyna wywróciła oczami i skierowała się do drzwi. Na blacie, tuż przy zlewie zauważyła dwa pudełka. Sukienka i buty, a jakże. Uchyliła wieczko jednego z nich. Znalazła w nim złote szpilki z okrytą stopą. Bardzo jej się spodobały. Miała nadzieję, że sukienka wywrze na niej takie samo wrażenie. I tym razem Ginny się nie pomyliła. Wybrała czarną sukienkę o prostym kroju bez ramiączek. Pod linią dekoltu wyszyte było zdobienie w kształcie klamry. Wsunęła sukienkę na siebie. Wyglądała pięknie. Kiedy wyszła z łazienki, Ruda uśmiechnęła się szeroko.
- Wiedziałam, że będziesz wyglądać bosko! Czułam to!
Hermiona zachichotała.
- A sprzedawca usilnie próbował mi wmówić jakąś cukierkową sukieneczkę! Wiedziałam, wiedziałam!
- Uważaj, Gins, bo dostaniesz słowotoku. Nie jest tak źle – powiedziała z przekąsem – W sylwestra to naprawdę mnie wystraszyłaś z tym strojem na urodziny Malfoy’a.
- Polecam się na przyszłość. Ginny Weasley.
Dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Idź już spać, młoda, bo jak twój brat odkryje, że nie ma cię w łóżku to…
- To Julie go opieprzy, jak on mnie opieprzy – powiedziała i uśmiechnęła się promiennie – Dobranoc, mój Merlinie w sukience.
- Pa, Gins.
Hermiona weszła do łazienki i przebrała się w koszulkę nocną. Sukienkę wraz z butami ponownie zapakowała do pudełka i odłożyła na biurko. Wsunęła się pod ciepłą pościel. Miejsce u jej stóp zajął Krzywołap. Leżeli sobie tak we dwójkę. Hermiona nie mówiła nic, a Krzywołap nic nie miauczał. Za to w głowach tej zgranej dwójki toczyła się burza mózgów.
Dziewczyna rozmyślała o przyszłych zaręczynach, które prawdopodobnie miały nastąpić następnego dnia na imprezie urodzinowej Draco. Zastanawiała się czy znowu stchórzy. Wiedziała, że nie może tak postępować. To było głupie i niedojrzałe. Nie mogła pozwolić sobie na takie bezsensowne zachowanie. Stwierdziła, że będzie musiała być gotowa. Ona będzie gotowa.
Natomiast rudy pers rozmyślał, czy po ślubie będą go karmić podwójnie.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Mam mokrą głowę i wstawiam uprzednio zabetowany rozdział. Ponoć wstawianie przecinków idzie mi coraz lepiej ^^
Nawet nie wiecie jak śmiesznie pisze się rozdziały na komputerze stacjonarnym :O Jezusicku. Całe Her Draco powstawało na laptopie, a tu taka niespodzianka xd
A o rozdziale - jest to PRZEDOSTATNI rozdział, którego akcja dzieje się w szkole. Pozostałe siedem będzie działo się poza nią :) A roboty będzie wiele, ślub Ginny, Pansy ;) Skupię się bardzo na przyszłej rodzince - Draco, Hermiś, Krzywołapek i Georgia. Tak, będzie happy end :) Nie będę zła, nie planuję zepsuć wam czytania tej opowieści xD
Dedykuję rozdzialik tajemniczemu Puchonowi i bardzo złej dziewczynie, której za cholerę nie da się zmusić, żeby zaczęła pisać swoje Drinny. A ja już jej szablon znalazłam, no :c O tej dziewczynie będzie jeszcze sporo, więc będę ją nazywać Cholera M.. Jak gdzieś w ogłoszeniach znajdziecie Cholerę M. to znak, że mówię o Cholerze M. i jej Drinny. Boże jestem bez sensu xd Idę spać, bo ta głupota z klawiatury rzuci mi się na mózg. Ups, za późno.