Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 38

"Pozostawiam osobę, którą byłem dla tej, którą jesteś ty..."


Cały tydzień Ginny była zasypywana niespodziankami, nagłymi pocałunkami i wszelkiego rodzaju prezentami. Zdecydowanie przodował w nich Harry. Największym zdziwieniem było dla niej to, że raz zrobił śniadanie do łóżka, które nie tylko było zjadliwe, ale i pyszne. Natomiast Blaise, w jej oczach, chyba zaczął sobie poważnie odpuszczać. Zasmuciło ją to.
Mimo to, Ruda wiedziała, że wybieranie partnera w takim wyścigu szczurów nie miało sensu. Dobrze wiedziała z kim jej było lepiej i nie miało sensu trzymanie ich w niepewności. Kiedy chciała powiadomić ich o swojej decyzji, zdarzyło się coś niespodziewanego.
- Ginny… - usłyszała w rogu pokoju.
Wstała z kanapy i podeszła, do źródła głosu. Blaise stał zaraz przy wejściu do kuchni. Ruda podeszła do niego i przytuliła się. Chłopak ze zdziwieniem, ale i radością przyjął ten gest. Kiedy się odsunęła założył jej włosy za ucho.
- Mam coś dla ciebie – powiedział uśmiechając się.
Spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech. Podała mu rękę i pozwoliła, by zabrał ją tam gdzie chciał. Po chwili, zniknęli z cichym trzaskiem.

***

- Draco! Chciałbym z tobą porozmawiać!
Blondyn zamarł z walizkami na schodach, ale po ułamku sekundy opanował się i zszedł po nich do końca. Położył bagaże przy wyjściu i ruszył za panem Granger. Wyszli na taras. Mężczyzna zamknął za nimi drzwi.
- O co chodzi? – zapytał Draco – Zrobiłem coś nie tak?
Ojciec Hermiony wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze.
- Chciałbym cię przeprosić – powiedział w końcu – Za wszystko. Głównie za pierwsze dni, kiedy byłem nie do zniesienia. Po prostu nie jestem w stanie zaakceptować, że Hermiona już dorosła.
Draco przytaknął, nie mówiąc nic.
- Proszę cię, zaopiekuj się nią. Bądź dla niej dobry. Ona…
- Ona na to zasługuje, proszę pana – przerwał mu chłopak.
Wtedy Paul Granger zrozumiał, że nie ma się o co martwić, a jego jedyna córka jest w dobrych rękach. Klepnął przyszłego zięcia w ramię i wyciągnął rękę na zgodę. Malfoy przyjął ją z uśmiechem na twarzy. Razem wrócili do domu, gdzie Hermiona żegnała się z mamą.
- Nie bój się, kochanie. Myślę, że trochę przesadzasz z tą straszliwością przyszłych teściów. Myślę, że nie są aż tacy źli.
- Nie, proszę pani. Oni są okropni – powiedział Draco – Nie wybierałaby pani przyszłego męża dla Hermiony kierując się tylko jego nazwiskiem i zasobnością skarbca, prawda?
- Nigdy.
- Moi rodzice chcieli mnie tak urządzić. Akurat wtedy, kiedy znalazłem szczęście razem z Hermioną – powiedział i objął narzeczoną w pasie – Więc sądzę, że ta wizyta będzie więcej niż ciekawa.

***

Jechali pociągiem w dal. Wracali do domu. Hermiona postawiła na swoim i przekonała narzeczonego do powrotu mugolskim środkiem transportu. Chciała ponownie poczuć się jak dziecko nieznające magii. Siedziała przy oknie wpatrując się w zmieniający się krajobraz. Stukała palcami w szybę i wspominała całe swoje życie. Od zawsze było idealne. Kochająca rodzina, a potem jeszcze wiadomość o niezwykłej szansie, którą dostała. Hogwart był jej drugim domem. Poznała tam przyjaciół, którzy zostaną z nią na zawsze. Jednocześnie pozostawiła w tej szkole cząstkę swojej duszy, stworzyła nierzeczywistego horkruksa, który sprawiał, że nie ona będzie żyła w tej szkole wiecznie, lecz Hogwart będzie żył w niej.
Nagle, ktoś przytulił ją od tyłu. Uśmiechnęła się szeroko i pocałowała Draco. Ten zaśmiał się i usiadł obok niej. Przywołał do nich ciepły koc i przykrył nim Hermionę.
Jej życie było idealne i nie spodziewała się, że może być jeszcze lepsze. Ale to właśnie on uczynił ją szczęśliwą w każdym calu. Kochała go nad życie, tym czym ją obdarował. A przecież to nie było nic materialnego. Dał jej tylko miłość. Dał jej aż miłość.

***

Zbliżał się pierwszy sierpnia, a państwo Malfoy od końca ostatniego roku swojego syna w Hogwarcie, nie spotkali go ani razu. Wysłał do nich jeden list, w którym nie wyjaśniał nic. Narcyza chodziła poddenerwowana i kilka razy prosiła już męża o wysłanie listu do gazety o tym, że ich syn zaginął. Lucjusz wydawał się wcale nie zainteresowany sytuacją i za każdym razem zbywał żonę.
Matka Draco była na skraju załamania nerwowego. Wszystko zmieniło się trzydziestego lipca, kiedy przez otwarte na oścież okno w salonie dworu Malfoy’ów wleciała płomykówka ich syna. Narcyza rzuciła wszystkie zajęcia i podbiegła do ptaka, czym prędzej odwiązując list od jego nóżki. Otworzyła kopertę szybkim ruchem i zaczęła czytać.

„Kochana matko,
Wybacz, że nie odzywałem się tak długo, że nie widzieliście mnie od ferii. Nie byłem jednak w stanie wrócić do domu, w którym czekała na mnie kolejna wybrana przez was narzeczona. Tradycja tak nakazuje, ale ktoś, kiedyś ją stworzył. Była kiedyś nowa. Dlatego i ja chciałbym stworzyć nową tradycję.
Piszę do ciebie, żebyś przygotowała ojca do wizyty mnie i mojej przyszłej żony, waszej synowej. Nie mamy zamiaru być jednak w domu, jeżeli będziemy się w nim źle czuć. Mamy zamiar stworzyć ciepłą rodzinę. Jeżeli nie chcecie nam w tym pomóc, trudno, jednak nie oczekujcie wtedy zbyt częstych wizyt z naszej strony.
Twój syn,
Draco
PS Pojawimy się przed bramą dworu pierwszego sierpnia, punktualnie o godzinie dwudziestej.”

Narcyza upuściła list na ziemię i upadła kolanami na zimną, marmurową posadzkę.

***

Ginny podjęła ostateczną decyzję. Wyszła z domu do ogrodu, gdzie Harry bawił się z Tonks. Popatrzyła jak w tamtej chwili był szczęśliwy i uśmiechnęła się delikatnie do siebie.
- Harry! – zawołała i podeszła do niego.
Odwrócił się do niej i puścił sznur, którym bawił się z psem. Wciąż się uśmiechał, a Ginny posmutniała. Z ciężkim sercem chwyciła pierścionek, który jej dał i powoli zaczęła zsuwać go z palca. Harry w końcu zrozumiał co robi i uśmiech momentalnie zszedł z jego twarzy. Chwyciła go za rękę i położyła na niej pierścionek zaręczynowy.
- Przepraszam Harry… Ale to nie miało prawa wyjść – powiedziała i zamknęła jego dłoń.
Cmoknęła go w policzek i odwróciła się. Po policzkach poleciały jej pierwsze łzy.
- Zabrałam już swoje rzeczy. Do zobaczenia na ślubie Pansy – powiedziała.
Rozległ się trzask i zniknęła. A Harry dopiero wtedy zrozumiał jak bardzo będzie mu jej brakować.

***

Hermiona ubrała srebrną suknię, którą dostała od rodziców na święta. Wreszcie mogła ją wykorzystać. Wyprostowała brązowe włosy, zrobiła wieczorowy makijaż i odnalazła w kuferku na biżuterię eleganckie kolczyki. Nałożyła również naszyjnik, który podarował jej Draco. Wygrawerowane litery, o dziwo, były bardziej widoczne niż kiedyś. Mogła bez problemu odczytać wyróżniający się na tle krwi jednorożca napis „Her Draco”. Ten fakt bardzo ją zdziwił, więc podeszła do narzeczonego i powiedziała mu o tym. On tylko się uśmiechnął i wyjaśnił jej całą tajemnicę związaną z tym naszyjnikiem.
- Ten napis nie wygrawerowałem tak po prostu. On został stworzony, żebyś mogła zawsze wiedzieć kim jestem. Jestem twój.
Objął ją od tyłu i obrócił się z nią razem do lustra. Dotknął ręką naszyjnika.
- Napis będzie stawał się coraz bardziej widoczny, kiedy ty będziesz coraz bardziej moja. Teraz znika, gdy nie dotyka twojej skóry.
Odpiął biżuterię i oddalił ją w stronę lustra. Napis zniknął. Można było go odczytać tylko po spojrzeniu pod światło, tak jak dawniej. Z powrotem założył naszyjnik na szyję Hermiony. Szare litery ponownie były widoczne.
- Zostanie na zawsze, kiedy ty będziesz moja na zawsze… - powiedział i obrócił ją twarzą do siebie.
Odgarnął z jej czoła kosmyk włosów i ujął jej twarz w dłonie, by na końcu delikatnie ją pocałować. W tamtym momencie Hermiona przestała bać się wizyty u Malfoy’ów. Czuła się z nim nie tylko wyjątkowa i niepowtarzalna, ale i bezpieczna.

***

Powóz zaprzęgnięty w piękne konie wjechał na teren dworu Malfoy’ów. Hermiona zapamiętała to miejsce zupełnie inaczej. Wtedy było straszne i budziło grozę, teraz było dostojne, ale chłodne. Dokładnie jak jego rodzina. Po obszernych ogrodach spacerowały pawie. Gdzieniegdzie można było dostrzec bogato zdobione fontanny i równo przycięte żywopłoty.
- Przykro mi, że musisz wracać do domu, w którym przydarzyły ci się takie straszne rzeczy – powiedział Draco z troską w głosie.
Miał na myśli torturowanie przez jego ciotkę i bliznę, która miała zostać Hermionie na całe życie. Paskudne słowo „szlama”, które niegdyś nadużywał. Tak jak jemu miał pozostać Mroczny Znak.
- Nic nie szkodzi – odpowiedziała.
Powóz zatrzymał się. Woźnica odsłonił dach, by parze łatwiej było wysiąść. Draco zrobił to jako pierwszy, a następnie pomógł Hermionie. Zapłacili mężczyźnie. Do domu mieli wracać przy użyciu deportacji.
- Zostajemy tylko na kolację. Nie martw się – powiedział chłopak, a następnie zapukał ogromną gałką w drzwi dworu.
Otworzył im jeden ze skrzatów Malfoy’a. Hermionie nie przypadł ten fakt do gustu, ale nie miała zamiaru się oszukiwać, skrzaty u wysoko postawionych rodzin czarodziejów były na porządku dziennym.
Sługa zaprowadził ich w stronę salonu, gdzie stał bogato zastawiony stół z ogromną liczbą potraw. Niektóre z nich Hermiona widziała po raz pierwszy w życiu.
- Witamy w naszych skromnych progach – rozległ się donośny głos Lucjusza Malfoy’a, który skłonił parę do odwrócenia głów w jego stronę.
Schodził po, wyłożonych zielonym dywanem, marmurowych schodach z czarną laską w jednej ręce i kieliszkiem brandy w drugiej. Odłożył kieliszek na gzyms ogromnego kominka i podszedł do syna wraz z jego narzeczoną.
Po chwili, u jego boku, pojawiła się również jego żona. Narcyza Malfoy bez zastanowienia podbiegła do syna i uściskała go mocno. Draco uśmiechnął się delikatnie, ciesząc się, że swoim zniknięciem wydobył z matki ludzkie uczucia.
Hermiona nie odezwała się ani razu. Lucjusz podszedł do niej i ucałował jej dłoń. Dziewczynę przeszedł dreszcz przerażenia. Ojciec Dracona nie rozpoznał jej. Hermiona uściskała dłoń jego matki, która spojrzała na nią wnikliwie i lekko zmarszczyła czoło, lecz nie odezwała się ani słowem.
- Synu, może przedstawisz nam swoją urodziwą narzeczoną? – zapytał Lucjusz.
Hermiona bała się jego reakcji, ale wiedziała, że i tak kiedyś muszą to zrobić. Podeszła do Dracona, który objął ją w pasie i przyciągnął ją jak najbliżej siebie.
- To ojcze, jest Hermiona Granger, którą mieliście już okazji gościć w naszych „skromnych progach”. Myślę jednak, że ta gościna nie była aż tak starannie przygotowana, jak ta tego wieczoru – powiedział jadowicie, po czym mocno ścisnął lewą rękę Hermiony, gdzie widniała jej blizna.
Słowo „szlama” wygrawerowane na jej delikatnym ciele zalśniło w świetle lamp dworu. Lucjusz oniemiał. Oburzenie momentalnie wstąpiło na jego twarz wraz z obrzydzeniem zarówno dla syna jak i jego wybranki.
- Tyle lat… Tyle lat poświęciliśmy z twoją matką, żeby nasz ród przetrwał nienaruszony brudną krwią, a ty chcesz to nagle zaprzepaścić?! – krzyknął w końcu – Ty niewdzięczny…!
Sięgnął po swoją różdżkę, lecz Draco był szybszy. Wytrącił mu ją z ręki zaklęciem niewerbalnym.
- Ojcze, przyszliśmy jedynie się przedstawić i spokojnie porozmawiać. Chyba nie chcemy, by doszło dziś do jakiegoś niespodziewanego wypadku, prawda? – zapytał spokojnym tonem, choć w środku bał się całym sobą o Hermionę.
- Spokojnie porozmawiać ze szlamą w naszych progach?!
- Hermiono, wyjdź proszę – powiedział spokojnie Draco, a dziewczyna nie czekała na nic więcej.
Opuściła dwór, a za nią z salonu wyszła również matka chłopaka.
- Nie chcę rozpoczynać wojny, do której mnie zmuszasz, ojcze!
- To ty zmuszasz mnie. Zamiast poślubić Juliettę Moore…
- JULIE MNIE NIE KOCHA! – wybuchnął Draco i cisnął kieliszkiem znajdującym się na kominku o podłogę.
Szkło roztrzaskało się, a bursztynowy płyn rozlał się po podłodze.
- Nie rozumiem dlaczego nie możesz zrozumieć faktu, że chcę być z kimś dlatego, że go kocham. To, że ty nie miałeś odwagi, by sprzeciwić się rodzinie, kiedy powiedzieli ci o ślubie z matką, nie znaczy, że ja również będę kulić ogon jak tchórzliwy kundel, którym jesteś! – krzyknął ponownie i rzucił różdżką ojca o balustradę marmurowych schodów.
Podzieliła los kieliszka. Roztrzaskane drewno upadło na podłogę, a srebrne zdobienie przy trzonku sturlało się po schodach z głuchymi uderzeniami.
Draco ruszył gwałtownie w stronę drzwi. Pchnął je mocno i podszedł do płaczącej na schodach Hermiony. Usiadł obok niej i pozwolił, by zaczęła płakać w jego koszulę.
- Prze-przepraszam – wychlipała – Gdyby nie ja…
- Nie byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – powiedział i pocałował ją we włosy.
Usłyszeli otwieranie drzwi. Draco szybko odwrócił głowę. Spodziewał się tam Lucjusza, który przyszedł gnębić ich kolejnymi obelgami, ale zobaczył tam matkę. Kiedy usłyszała, że Hermiona szlocha, wyczarowała piękną białą chusteczkę haftowaną czerwono złotymi nićmi. Kobieta podała ją zapłakanej dziewczynie, która uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Synu – kobieta zwróciła się do Draco – Nie odtrącaj mnie. Ojciec… Musi to zaakceptować. Prędzej czy później tak się stanie. Proszę cię jednak o to, żebyś nie urywał kontaktu ze mną. Chociaż ze mną. Sądzę, że skoro kochasz Hermionę i jesteś pewien swoich zamiarów… To powinieneś z nią być. Życzę wam szczęścia.
Chłopak rzucił się w ramiona matki ciesząc się z jej słów jak małe dziecko. Nie tracił ani jej, ani Hermiony. Nigdy ich nie odda.
- Dziękuję, mamo – powiedział i ucałował ją w policzek.
Narcyza uśmiechnęła się ciepło do kochającej się dwójki.
- A ty, moja droga, nie płacz. To nie twoja wina – powiedziała delikatnie.
Hermiona wstała ze schodów i objęła matkę Draco. Narcyza przyjęła to mile zaskoczona.
- Masz moją całkowitą akceptację – powiedziała pani Malfoy – Do widzenia.
Dziewczyna ujęła dłoń narzeczonego i zeszli po schodach na żwirową uliczkę. W połowie drogi do bramy, teleportowali się z trzaskiem.


~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Dedykejszyn: Dla każdego, kto czekał <3 Kocham was.
Zapraszam na: Loca Zabb - Cienie Śmierci
Witajcie z powrotem! Minęły dokładnie 24 dni od dodania poprzedniego rozdziału. Boru drogi, to prawie miesiąc. Wybaczcie, że rozdział nie pojawił się ani 12 ani 13, ale nie dałam rady nic napisać. Te 2 dni spędziłam w łóżku zaraz od momentu przyjścia do domu. Normalnie śpię około 7-6 godzin, a wtedy zasypiałam już o 21, a kładłam o 20 do ciepłego łóżeczka.
Wczoraj oglądałam Przed Świtem, właśnie leżąc w łóżeczku :3, i tak mnie natchnęło do pisania rozdziału, że ojej. Ogólnie Zmierzchu samego w sobie nie lubię, a Kristen Stewart działa mi na nerwy, ale uwielbiam muzykę z tego filmu. Stąd też tytuł i muzyczka do rozdziału :)
Wgl ten rozdział jest taki smutny i słodki jednocześnie. Taki przepełniony miłością. Tą smutną, tą szczęśliwą i tą rodzicielską <3
Nie mówię już nic. Czytajcie i komentujcie :)

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 28

Cieszę się, że cię mam

Delikatne brzmienie kilku z dwunastu strun gitary wypełniło Wielką Salę. Każdy z niecierpliwością czekał, aż dołączy do nich głos Julie. Po kilku sekundowym wstępie tak też się stało…

Come up to meet you, tell you I'm sorry
You don't know how lovely you are
I had to find you, tell you I need you
Tell you I set you apart
Tell me your secrets and ask me your questions
Oh, let's go back to the start
Running in circles, coming up tails
Heads on a silence apart

Hermionie zaszkliły się oczy. Oparła głowę o ramię Dracona, a on objął dziewczynę w talii. Wsłuchiwali się w muzykę. Cieszył się, że aż tak bardzo przyjęła ten prosty gest. Ucałował jej blond włosy.

Nobody said it was easy
It's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Oh, take me back to the start

Kiedy Julie doszła do wysokich partii refrenu zrozumiał, że to właśnie jego czas. Odsunął delikatnie Hermionę i stanął do niej przodem. Ujął jej dłonie i spojrzał głęboko w jej orzechowe oczy. Powoli wypuścił powietrze z płuc. Zmarszczyła brwi i przechyliła lekko głowę w geście zdziwienia.

I was just guessing at numbers and figures
Pulling the puzzles apart
Questions of science, science and progress
Do not speak as loud as my heart
But tell me you love me, come back and haunt me
Oh and I rush to the start
Running in circles, chasing our tails
Coming back as we are

- Hermiono – zaczął nieśmiało i powoli zaczął sięgać do kieszeni marynarki – Czy uczynisz mi…
Spanikowała. Nie wiedziała, co zrobić. Chwyciła go za rękę i mocno przytrzymała. Nie czekając na jego reakcję, wczepiła wolną rękę w jego włosy i zaczęła go namiętnie całować. Kiedy szok ustał, chłopak zaczął oddawać pocałunek. Porzucił pudełeczko z pierścionkiem w kieszeni marynarki i ujął dłońmi twarz dziewczyny. Nie obchodził ich fakt, że znajdują się na środku Wielkiej Sali, otoczeni sporą grupą uczniów.

Nobody said it was easy
Oh, it's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I'm going back to the start

- Draco… - wyszeptała do jego ucha pomiędzy pocałunkami.
Odsunęła się od niego i złapała go za rękę. Przeszli przez tłum, aż znaleźli się przy wyjściu. Ponownie się pocałowali, tym razem jednak krótko.

Nobody said it was easy
Oh, it's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I'm going back to the start

Wymknęli się z Wielkiej Sali. Ponownie przywarli do siebie ciałami. Szli spleceni, nie przejmując się faktem, że mogą zostać przyłapani. Znaleźli instynktownie schody, nie zastanawiając się, jak udaje im się to zrobić całkowicie po omacku. W końcu dotarli do wejśca do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Chłopak wymruczał hasło pomiędzy pocałunkami. Ściana rozsunęła się, a oni skierowali się przez pusty Salon do dormitorium Dracona.
Chłopak otworzył drzwi. Pokój był w idealnym porządku, tak jak go zostawił. Wciągnął dziewczynę do środka. Chciała zapalić światło, ale złapał ją za rękę, by tego nie robiła. Popatrzyła na niego pytająco, a on tylko uśmiechnął się do niej szelmowsko. Sięgnął po różdżkę, leżącą na jednej z komód i rzucił zaklęcie niewerbalne. Po chwili pokój wypełnił blask malutkich świeczek, których istnienie dopiero w tamtej chwili wyszło na jaw.
- Planowałeś to?
Nie odpowiedział. Odpowiedź przyszła sama, kiedy Draco skierował różdżkę w stronę gramofonu, z którego, po chwili, zaczęła lecieć powolna muzyka. Uśmiechnął się do niej delikatnie. 
- Teraz widać, że tak?
Zachichotała i przygryzła wargę. Zdjął marynarkę i rzucił ją w kąt pokoju. Zawahała się. Zauważył to i momentalnie podszedł do niej. Ujął jej twarz w obie dłonie i uniósł lekko ku górze, by spojrzała mu w oczy.
- Hej… Co jest? – zapytał łagodnie.
Spuściła wzrok. Uśmiechnął się pod nosem.
- Jeżeli nie chcesz…
- Ale ja chcę – przerwała mu.
Złapała go za lekko rozpięty kołnierzyk koszuli, wspięła się na palce i pocałowała go. Jedną rękę wplótł w jej włosy, a drugą zaczął sięgać do zamka jej sukienki. Drgnęła delikatnie, a wtedy on przejechał zimnymi palcami po jej rozgrzanych plecach i przerywając na chwilę pocałunek wyszeptał:
- Zaufaj mi.
Rozluźniła się nieco. Pozwoliła, by rozpiął zamek, a sukienka swobodnie spadła na ziemię. Wziął ją na ręce, a ona nie chcąc pozostać dłużna zabrała się do walki z guzikami jego białej koszuli. Kiedy ułożył ją wygodnie na łóżku, całkowicie pozbyli się uciążliwego materiału, zakrywającego jedynie klatkę piersiową chłopaka. Patrzyli przez chwilę na siebie, zastanawiając się, czy właśnie robią to, co robią, ale po chwili obawy ich opuściły. Draco pochylił się nad Hermioną i zaczął ją zachłannie całować, gładząc równocześnie jej uda. Oplotła go nogami w pasie i wędrując jedną ręką po plecach chłopaka, drugą zaczęła schylać do spodni. Zarumieniła się, zastanawiając, skąd u niej ta śmiałość, ale ponownie bliskość ukochanego sprawiła, że przestała racjonalnie myśleć. Zostali w samej bieliźnie, bowiem spodnie znalazły wygodne miejsce na ziemi nieopodal czerwonej sukienki.
- Jesteśmy kwita – zaśmiał się Draco i delikatnie ugryzł wargę dziewczyny.
Uśmiechnęła się na tę pieszczotę. Chłopak opuścił jej usta i zaczął całować szyję dziewczyny. Jedna z jego dłoni delikatnie masowała obojczyki Hermiony, wywołując tym samym coraz cięższe i głębsze oddechy i nagłe westchnięcia, wyrywające się nagle z jej piersi. Chłopak uśmiechnął się z satysfakcją. Drażniąc rozgrzaną skórę Hermiony, powoli przesuwał po niej zimnymi palcami, aż znalazł się przy zapięciu stanika. Przez chwilę się z nim trudził, aż w końcu zamek dał za wygraną i łaskawie pozwolił na to, by jeszcze bardziej roznegliżować swoją właścicielkę.
Hermiona ponownie zaczerwieniła się po cebulki włosów. Na ten widok Draco podniósł się na rękach i cicho się zaśmiał. Dziewczyna była tak przerażona i skrępowana, że najchętniej sama zaczęłaby się śmiać, aby ukryć swoje zażenowanie.
- I co się rumienisz, głupia? – powiedział, ale jego głos był przepełniony miłością – Jesteś piękna.
Na te słowa cały strach opuścił ciało dziewczyny. Wczepiła palce w platynowe włosy chłopaka i zmusiła go siłą rąk, żeby pochylił się nad nią jeszcze bardziej. Zainicjowała gorący pocałunek, który, jak nagle zaczęła tak niespodziewanie przerwała, mówiąc:
- Cieszę się, że cię mam.


***

Hermiona obudziła się rano. Słońce wpadało przez zaczarowane okna. Co prawda nie był to żaden wyznacznik, bo równie dobrze mogły być tak zaczarowane, że zawsze pokazywały świecące słońce. Nie miała czasu dalej nad tym rozmyślać, bo jej oczom ukazał się jej osobisty bóg, zwany również Draconem Malfoy’em. W jednej ręce trzymał szklankę z Ognistą Whisky, a w drugiej szklankę z przeźroczystym płynem. Wyglądał jak zwykła woda. Hermiona uniosła brew.
- Czyli ja jestem teraz abstynentem? – zaśmiała się, komentując zawartość szklanki, którą jej podał.
- Leków nie miesza się z alkoholem, kochanie – powiedział i cmoknął ją w usta.
Zmarszczyła brwi w geście zdziwienia.
- Leków?
- W sumie to czegoś lekopodobnego. Po wczorajszej nocy… Wiesz… – zaczął, a na jego policzki delikatnie się zaróżowiły.
- Niesamowite. Draco Malfoy się rumieni! – zaśmiała się.
- Pij – powiedział twardo, chcąc zatuszować chwilę słabości – Po prostu nie chcę, żebyś poznała moich rodziców w zaawansowanej ciąży.
Hermiona zachłysnęła się eliksirem antykoncepcyjnym. Draco spojrzał na nią z wyraźnym zadziwieniem na twarzy.
- Zdziwiło cię słowo ciąża?
- Nie, poznanie twoich rodziców.
- Szkoda, już chciałem dokładnie wyjaśnić, jak dochodzi do zapłodnienia – zaczął i uśmiechnął się do niej szelmowsko, ale Hermiona nie miała ochoty na żarty.
- Czy ciebie pogięło do reszty? – zapytała.
- A czy spełnianie marzeń, to pogięcie do reszty? Bo jeżeli tak, to obawiam się, że będę musiał wymazać z pamięci najlepszą noc w moim życiu z najpiękniejszą kobietą chodzącą po ziemi. Jednak myślę, że będzie to nieco trudne, skoro siedzi ona przede mną wciąż naga – zaśmiał się.
Hermiona uśmiechnęła się delikatnie. Nie była w stanie oprzeć się jego komplementom. Jednak nadal nie miała pojęcia, jak chłopak chce zmusić ją, by dobrowolnie przekroczyła próg domu, w którym o mało nie została zamordowana. Nie wspominając o torturach jego kochanej cioci.
- Nie martw się, Her – powiedział i ponownie nachylił się nad nią, by złożyć na jej ustach delikatny pocałunek – Wszystko będzie dobrze.
- Nie sądzisz, że jest to lekko nierozważne?
- A co zrobią? Sami zerwą oświadczyny? Zmuszą mnie do tego Imperiusem? – zażartował, wstając z łóżka i skierował się w stronę barku, by odłożyć szklanki.
- Jeszcze nie jesteśmy zaręczeni.
Odwrócił się i spojrzał na nią przez ramię.
- Bo ktoś wczoraj bardzo sprytnie się z tego wywinął – powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
Hermiona zachichotała.
- Właściwie, gdzie są Blaise i Nott? – zapytała, zmieniając temat.
Draco wzruszył ramionami.
- Pewnie leżą, gdzieś pod ławką na szkolnym korytarzu i klną na mnie w duchu, że zablokowałem dormitorium.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
- Co zrobiłeś?!
- Przecież żartuję – zaśmiał się chłopak, po czym dodał – Spokojnie, mają swoje sposoby. Szczególnie Blaise.
Ostatnie dwa zdania zabrzmiały bardzo tajemniczo w jego ustach. Była to jedna z wielu rzeczy, które w nim uwielbiała. Ta kropla niewiedzy w jego słowach. Nigdy nie ujawniał się cały. Chociaż Hermiona mogła przysiąc, że zrobił to raz. Tylko raz. Zeszłej nocy Draco ukazał jej prawdziwą twarz.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Dedykacja dla: Loci, Pearl i Venetii Noks.
Witojcie. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moje wredne przesuwanie daty rozdziału, ale nie miałam wyjścia. Jestem u babci, a ona jest czasami gorsza od faszyzmu ^^
Dodałam dwie piosenki, mam nadzieję, że się podobają. Nie ma to jak czytać z podkładem muzycznym ^^
Tak, wiem. Istnieje coraz większe grono osób planujących zamach na moją osobę z powodu przesuwanych zaręczyn. Ale wiecie co? Dałam do przeczytania wersję z zaręczynami mojej przyjaciółce i stwierdziła, że jest "nazbyt słitaśnie". Więc (Marysiu <3), specjalnie dla tych nielubiących słitaśnych scen zrobiłam coś takiego. Ale oświadczyny będą. I będą po rozdziale 30. Nie wiem kiedy dokładnie, ale będą. I będą oryginalne, jak na Draco przystało. Czekajcie cierpliwie :)

Buźka,
E.

PS Dzięki za wszystkie głosy w konkursie blog miesiąca na Stowarzyszeniu DHL. Mam nadzieję, że w tym miesiącu również będę miała zaszczyt znaleźć się na liście kandydatów do tytułu :)

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 18

Ferie

Sobota zapowiadała się niesamowicie. Każdy obudził się tego dnia z idealnym humorem. Uczucie to potęgował fakt, że przed uczniami stała wizja spędzenia dwóch wolnych tygodni. Powody do radości były różne. Ginny cieszyła się, ponieważ Harry obiecał jej tygodniową wycieczkę w Alpy, a pozostałe dni mieli spędzić w ich domu wraz z Syriuszem. Ron uśmiechał się, bo wraz z rodzicami i braćmi wybierał się do Charliego do rezerwatu smoków w Rumunii. Pansy piszczała z radości, gdy obudziła się, a na łóżku zobaczyła pierścionek zaręczynowy i karteczkę z napisem „Wyjdziesz za mnie?”. Uśmiech na twarzy Hermiony pojawił się i nie chciał zniknąć, ponieważ miała ponownie zobaczyć się z rodzicami, a po kilku dniach odwiedzić Julie w jej nowym mieszkaniu w Londynie. Natomiast Draco Malfoy szczerzył się jak głupi, bo miał przeczucie, że jego ukochana wreszcie mu wybaczy.
- Idziesz na śniadanie czy dalej podziwiasz śnieżnobiały sufit? – zapytał Blaise, widząc, że przyjaciel odpłynął w świat marzeń.
- Wbrew pozorom sufit jest bardzo interesujący! – oburzył się arystokrata – Sam spójrz!
Oboje zadarli swoje głowy w tym samym czasie, co wyglądało niesamowicie śmiesznie.
- Cholera, miałeś rację! Ale jednak jedzonko bardziej mnie kusi. Trzeba się porządnie najeść przed odjazdem z Hogwartu! Nie wiem jak ty, ale będę przez cały czas stołował się w restauracjach, bo matka wyjechała, gdzieś z nowym ojczymem.
Draco niechętnie wstał i ruszył w stronę drzwi. Za nim podążył jego przyjaciel. Gdy tylko przekroczyli próg swojego dormitorium, wpadli na Pansy zajmującą się Nottem. Uśmiechnęła się jak głupia, gdy zobaczyła przyjaciół. Puściła Teodora i rzuciła się chłopakom na szyję.
- DRACO, BLAISE, BĘDĘ PANIĄ NOTT! – wrzasnęła uradowana.
- Pan, tylko zmniejsz decybele, chyba, że chcesz, żebyśmy na twoim ślubie nie słyszeli marsza weselnego, a tym bardziej słynnego „tak” – jęknął Draco, udając, że przetyka sobie ucho.
Zaśmiała się tylko. Teo cieszył się razem z nią. Pansy była zachwycona tak oryginalnymi zaręczynami i na każdym kroku w drodze na śniadanie wychwalała piękny pierścionek, który podarował jej obecny narzeczony. Temat zaręczyn bardzo przypadł do gustu Tracey, która udawała oburzoną faktem, że nie otrzymała jeszcze swojego egzemplarza od przystojnego czarnoskórego chłopaka.
- Tracey, mówisz, kocham cię! Ale pierścionka jak nie było, tak nie ma! I gdzie moje potwierdzenie, że będę panią Zabini, co?
- Powinnaś cieszyć się moim szczerym uczuciem, kochanie – zaśmiał się Blaise i pocałował Davis czule.
Dziewczyna zmiękła i zarzuciła swoje ramiona na jego szyję. Oboje roześmiali się cicho.
Draco spojrzał w lewo. Pansy i Nott obejmowali się, a chłopak szeptał w jej ucho czułe słówka. Draco spojrzał w prawo. Blaise niósł na barana swoją dziewczynę i oboje się śmiali. Draco spojrzał przed siebie. Był sam. Bosko. Gdzie do cholery była teraz Hermiona?!
Gdy tylko piątka Ślizgonów przekroczyła próg Wielkiej Sali, wypatrzył Mionę wzrokiem. Siedziała na kolanach Wybrańca i wspólnie się z czegoś śmiali. Nie był zazdrosny, bo widział, że Ginny siedzi razem z nimi i nie ma najmniejszej ochoty na mord, któregokolwiek z nich.
Jego uwagę odwróciła osoba, którą jako ostatnią chciał spotkać. Astoria Greengrass łamała wszelkie bariery sił przyrody i pokazała się przed nim w kusej sukieneczce z czarnej skóry i czerwonych szpilkach. Swoje brązowe włosy wymodelowała w fale, a na twarzy miała tyle tapety, że do jej ściągnięcia potrzebowałaby co najmniej kilku godzin i porządnego dłuta.
- Cześć misiu! – wyszczebiotała, a widząc jego niezbyt zadowoloną minę, sama przybrała twarz zmartwionej dziewczynki – Chcesz żebym znowu poprawiła twój nastrój?
Na samo wspomnienie tamtego popołudnia zrobiło mu się niedobrze. Nie tylko z powodu Greengrass, ale i z powodu swojego beznadziejnego zachowania. Przez ten cały czas łudził się, że jest warty Miony. Prawda była taka, że nie miał prawa nawet spojrzeć jej w oczy. Próbował wyminąć pustą jak próżnia lalę, ale ona uznała to jedynie za zaproszenie, by się na nim uwiesić.
- Wiesz, że jesteś uroczy?
Draco poczuł na sobie spojrzenia wielu osób siedzących na śniadaniu. Wśród tłumu odnalazł Gryfonkę, która, gdy ich oczy się spotkały, odwróciła głowę z niesmakiem i obrzydzeniem. Harry i Ron patrzyli na niego wzrokiem zrób-coś-szybko-bo-zginiesz-w-męczarniach.
- Odwal się ode mnie, szmato! – wybuchnął w końcu, przerywając tym samym monolog Astorii.
Krzyknął na tyle głośno, że w tamtej chwili jego osobie przyglądali się wszyscy włącznie z nauczycielami. Żadnym spojrzeniem nie przejął się tak bardzo, jak z tego zdziwionego i pełnego zaskoczenia, należącego do Hermiony Granger.
- Co? – brunetka z tapetą na twarzy chyba nie zrozumiała tego, co właśnie usłyszała z ust blondyna.
Jednak on już jej nie słuchał. Wciąż wpatrywał się w orzechowe oczy Hermiony. W pewnym momencie po prostu zaczął iść w jej kierunku, nie zważając na żadne słowo, które padało pod jego adresem.
Miona przestała go ignorować i patrzyła, co robi. Gdy uklęknął i zaczął iść w jej stronę na kolanach, zaśmiała się i zakryła usta prawą dłonią. Jej oczy zaszkliły się.
Nie umknęło jego uwadze to, co nałożyła na nadgarstek. Zrobiona przez niego bransoletka z czterema próbkami spreparowanej przez nich amortencji, błyszczała na ręce dziewczyny. Kiedy znalazł się przed nią złapał, jej lewą dłoń i ucałował ją.
- Ja wiem, że jestem nic nie wartym kretynem, dupkiem, szmaciarzem, imbecylem, durniem, idiotą… - zaczął, ale nie miał okazji skończyć.
Hermiona rzuciła się na niego i oboje wylądowali na zimnej posadce Wielkiej Sali. Kiedy opanowali burzę jej kasztanowych włosów, spojrzał jej głęboko w piękne orzechowe oczy.
- Wybaczysz mi? – zapytał szeptem.
- Oczywiście, że tak, kretynie! – zaśmiała się przez łzy, które zaczynały lecieć jej po policzkach.
Wstali razem i, pierwszy raz od pamiętnego dnia, pocałowali się. Ktoś przy stole Gryfonów zaczął klaskać, a potem było już z górki. Chwilę potem dołączyli się do grona klaskających przyjaciele Draco ze Slytherinu. W końcu Luna zachęciła Ravenclaw. Puchoni, z racji żadnego innego wyboru, również przyłączyli się do ogólnego aplauzu.
Draco podbił Mionę do góry tak, że w ciągu kilku sekund znalazła się w jego ramionach, obejmując kurczowo jego szyję. Wyniósł ją z Wielkiej Sali i postawił dopiero w korytarzu niedaleko drzwi.
- Wiesz, że jesteś kretynem? – zaśmiała się, gdy ją postawił.
- Wiem – odpowiedział.
Szczerzył się jak głupi do sera, ale w końcu miał do tego prawo. Objął ją mocno w talii i schował swoją twarz w włosach dziewczyny. Zaciągnął się pięknym zapachem jej skóry.
- Brakowało mi tych malin, wiesz? – wyszeptał wprost do jej ucha.
Nie odpowiedziała nic. Zamknęła oczy i tuliła się do niego. Cieszyła się jego ciepłem i bliskością.

***

Pociąg pędził po torach w stronę Londynu, wioząc ze sobą wszystkich uczniów Hogwartu. W jednym z przedziałów siedziała piątka przyjaciół. Gryfoni żywo rozmawiali o czekających ich feriach.
- Zobaczysz Miona, będzie niesamowicie! – zaczęła Julie – Ojciec obiecał zabrać nas do mugolskiego kurortu w Lake District na narty.
- Na narty? Świetnie, uwielbiam jeździć! W tym roku rodzice nie mogli niestety wyrwać się z pracy, ale spędzę z nimi przynajmniej tydzień w domu. Może jeszcze odwiedzę babcię.
- Od strony mamy? – zapytała Gin.
- Tak, babcię Rose. Krzywołap znowu będzie wyłapywał jej myszy z piwnicy – zaśmiała się Miona.
Bardzo lubiła czas, gdy odwiedzała babcię Rose. Była ona już starszą kobietą, ale uśmiech wciąż nie znikał z jej twarzy. Spędzała w jej domu co najmniej dwa tygodnie każdego roku w wakacje i od czasu do czasu wpadała również do niej w trakcie ferii. Starsza pani była wdową już od czasu, gdy Hermiona była małą dziewczynką, ale wcale nie przeszkadzało jej to w radosnym życiu. Na co dzień dorabiała sobie szyjąc ubrania dla miejscowych. Była świetną krawcową, bardzo cenioną wśród mieszkańców małego, angielskiego miasteczka. Kilka lat temu, gdy Hermiona rozpoczynała czwarty rok nauki w Hogwarcie, pani Rose przyjęła pod dach swojego ogromnego domu pomocnicę do zakładu krawieckiego o imieniu Margaret. Była ona niewiele starsza od Miony. Po skończonej szkole zawodowej nie miała co ze sobą zrobić, a ponieważ pochodziła z patologicznej rodziny, Rose postanowiła dać jej dach nad głową i zatrudnienie.
- Kawa, herbata, napoje! – usłyszeli nagle, a głos z każdą chwilą stawał się coraz bardziej donośny – Kawa, herbata, napoje!
Ich oczom ukazała się starsza kobieta i wózek wypchany najróżniejszymi smakołykami i napitkami.
- Coś z wózka, kochaneczki?
Julie spojrzała na przyjaciół i zapytała:
- Chcecie coś? Ja stawiam.
Momentalnie spotkała się z falą protestów, ale finalnie postawiła na swoim. Kupiła każdemu po czekoladowej żabie i butelkę soku dyniowego. Dodatkowo zasiliła ich wspólne zapasy o drablesy i fasolki wszystkich smaków.
Nagle, Ginny wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, powodując, że każdy w przedziale spojrzał na nią jak na idiotkę. Kiedy udało się jej opanować, wykrztusiła:
- Nie ma to, jak znaleźć swojego chłopaka na kartach czekoladowych żab.
Jej mina spoważniała, a ton głosu zmienił się na taki, którego używają profesorowie na wykładach:
- Harry James Potter (ur. 31 lipca 1980) - potężny czarodziej, jedyny syn Lily i Jamesa Potterów. Jeden z najbardziej znanych uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, uczęszczający, jak jego rodzice do Gryffindoru. Poznał tam swoich najlepszych przyjaciół Hermionę Granger i Rona Weasleya. Zabił Lorda Voldemorta w bitwie o Hogwart.
- Dobra, skończ – powiedział zażenowany Wybraniec na słowa napisane w opakowaniu po słodyczach.
Wtedy na jego kolana wskoczyła Tonks. Była na tyle ciężka, że wywołała jęk z bólu. Na domiar złego zaczęła się kręcić.
- Tonks! Masz kościste łapy, mendo! – wysyczał, powodując śmiech Ginny i Hermiony.
Gdy Ruda poprawiała włosy, zauważyła coś ciekawego, co spowodowało, że kąciki jej ust uniosły się ku górze. Julie i Ron dyskretnie trzymali się za ręce.

***

- Rodzice chyba zejdą na zawał – trajkotała Pansy – Pewnie będą chcieli, żebym razem z Teo objechała najbliższą rodzinę. Wspólnie ustalimy posag, może wybierzemy dom…
- Pan, wiesz, że kocham cię jak siostrę, ale słuchanie tego samego po raz dziesiąty, nie jest ciekawą opcją – jęknął Draco.
- Ty nam tu nie miaucz, tylko mów lepiej, co z twoim wielkim i genialnym planem – zagadał Blaise.
- Rodzi się w bólach – westchnął chłopak.
- Ja myślę, że nawet nie doszło do poczęcia – żachnął się Zabini.
Za te słowa otrzymał cios w ramię od przyjaciela. Malfoy popatrzył na niego wilkiem mówiąc ty-nie-jesteś-lepszy. Arystokrata wiedział, że jedynym momentem, w którym może coś wskórać, są te dwa tygodnie. Musiał działać, jeżeli nie chciał doprowadzić do kolejnych zaręczyn lub sytuacji, kiedy Weasley uprzedzi go w oświadczynach. Rudzielec nie mógł być przeznaczony dla Hermiony. Nie pasowali do siebie. Była dla niego zbyt inteligentna.
- Draco, do cholery, słuchasz mnie jeszcze? – warknął wkurzony czarnoskóry chłopak.
- Tak, tak.
- Kiedy jedziemy do ciebie? – zapytał ponownie.
- Za tydzień. Pierwsze siedem dni musimy poświęcić na te wszystkie pierdoły organizacyjne – wyjaśnił, po czym zwrócił się do przyjaciółki – Właśnie, Pan, będziesz mogła wyrwać się w ciągu tego tygodnia?
- Hm… Niezbyt.
- Kilka godzin. Błagam, sam nie dam rady – jęknął chłopak i popatrzył na nią błagalnym wzrokiem.
Ugięła się pod wpływem jego niebieskich oczu i rozczulającej miny szczeniaczka.
- Dobra, dobra. A o co dokładniej chodzi?
- O pierścionek.
Brunetka uśmiechnęła się szeroko.

***

- Do zobaczenia za tydzień, Miona! – krzyknęła Julie przechodząc przez filar.
- Pa! – odpowiedziała brunetka, po czym zwróciła się do Ginny i Harry’ego – Wszystkiego dobrego i miłej zabawy.
- Dzięki i nawzajem.
Uściskali się. Hermiona w tłumie odnalazła rodzinę Weasley’ów i pożegnała się z Ronem. Trzymając w rękach klatkę z Krzywołapem i ciągnąc za sobą kufer, przeszła przez filar znajdując się po mugolskiej części dworca King’s Cross.
- Hermiona, tutaj! – głos Jean Granger wyrwał dziewczynę z dziwnego zamyślenia.
Uśmiechnęła się promiennie i podeszła do rodziców, który uściskali ją mocno.
- Dostaliście moją sowę o wyjeździe z Julie?
- Tak, kochanie. Jedźmy do domu, bo jest późno.
 Brunetka kiwnęła głową, ale nie patrzyła ani na ojca, ani na matkę. Jej wzrok intensywnie szukał Ślizgona. Po chwili odnalazła go, gdy żegnał się z Pansy. Ich spojrzenia spotkały się. Wiedzieli, że nie mogą pożegnać się tak, jakby tego chcieli. Zamiast tego Draco posłał jej dyskretny uśmiech, a ona odwróciła wzrok i speszona założyła kosmyk włosów za ucho. Ruszyła za rodzicami. Patrzył jak znika w tłumie uczniów zmierzających do domu. Obiecał sobie, że jest to ostatni raz, gdy żegnają się w ten sposób. Następnym razem żadne z nich nie ruszy w swoje strony, ale ruszą w jedną, wspólną.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Dedykacja dla Venetii Noks - za pomysł z Astorią. <3
Wiem, że rozdział to kupa, na dodatek krótka, ale jestem wkurzona. Wyjazd niezbyt ciekawie się układa i powiedzmy, że łagodnym stwierdzeniem byłoby, że odliczam dni do jego końca.
Nie podoba mi się ten rozdział. Jest nudny i monotonny. Mam nadzieję, że kolejny będzie bardziej udany - będzie opowiadał o pierwszej części ferii Miony. Rozdział 20 to pierwszy tydzień ferii Draco. Rozdział 21... No cóż, zobaczycie ;)
PS WIELKIE DZIĘKI ZA 10.000 WYŚWIETLEŃ! KOCHAM WAS <3 Z tej okazji na blogu niedługo pojawi się super szablon od Ady Howard z Spiralnych Szablonów :D

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 8

Juliette Moore

Nowy Rok to czas świętowania niemal we wszystkich domach na świecie. Nie każdy obchodzi go w tym samym czasie, ale to bez znaczenia. Mówi się, że rok, który dopiero się rozpoczyna przynosi nowe nadzieje, ale i również nowe obawy. Takie nastroje panowały również w rodzinie Moore’ów, która postanowiła przenieść się kilka miesięcy temu z Francji do rodzimej Anglii. Najstarsza córka, Juliette, ukończyła bowiem Akademię Beauxbatons z najwyższymi stopniami. Jej rodzice jednak odczuwali niedosyt w jej edukacji i postanowili przenieść ją na ostatni rok nauki do odbudowanego po wojnie Hogwartu. Jednak rozprawa ojca, dotycząca przynależności do grupy zwanej śmierciożercami, pokrzyżowała ich plany, więc dziewczyna miała przybyć do angielskiej szkoły na ostatnie pół roku, na początku stycznia.
Nic tak nie smuci jak widok płaczącej dziewczyny. Może jedynie widok płaczącej tak pięknej dziewczyny jak Julie. Siedziała skulona na fotelu i łkała cicho. Patrzyła przez panoramiczne okno na oświetlone w nocy centrum City of London. Nowoczesny wygląd apartamentu, w którym mieszkała, miał jednocześnie mocne ślizgońskie akcenty. Zielona atłasowa narzuta, na niskim futurystycznym łóżku lśniła w świetle, padającym z najróżniejszych w świecie lamp.
- Kochanie – usłyszała nagle.
Nie podnosła głowy. Wciąż siedziała skulona, twarz jak najszczelniej chowając w kolana. Zaciągnęła mocniej sweter, by ukryć swoje ręce. Chciała uciec od tego świata.
- Kochanie – powtórzyła jej matka, nachylając się nad nią.
- Nie chcę rozmawiać – syknęła.
Matka westchnęła.
- Ja naprawdę starałam się powstrzymać to wszystko. Ale ojciec…
- Co ojciec? – warknęła.
- Ojciec się uparł, mówił, że i tak musisz to zrobić.
- A ty, jako przykładna matka, broniłaś dzielnie swojego dziecka?
- Nie, zachowałam się jak przykładna żona, która nie sprzeciwia się woli męża.
- W którym wy wieku żyjecie?! XVII?!
- Nie, ale nasza rodzina jest tak stara, że…
- Że co? – przerwała niegrzecznie – Że musicie się stosować do zasad, które pasują do tamtych lat? Że musicie mnie zmuszać do małżeństwa? Ja go nie znam! Jak mogę myśleć o tym, żeby być z nim przez resztę życia?!
Jej krzyk przywołał do pokoju ojca. Odsunął matkę od córki tak gwałtownie, że upadła na ziemię. Złapał Juliettę za włosy i przygwoździł do kawałka ściany pomiędzy oknami panoramicznymi i warknął:
- Ty wredna, niewdzięczna suko! Jak możesz sprzeciwiać się woli głowy rodu?!
Wymierzył jej bolesny policzek. Wyjął zza pasa sztylet i docisnął zimną klingę do twarzy dziewczyny.
- Wchodzimy w układy z najbardziej wpływową rodziną czystej krwi w całej Anglii!
- Wchodzicie w układy z byłymi śmierciożercami – syknęła.
Ostrze wpijające się w policzek nie rozbiło na niej żadnego wrażenia. Za często je widziała, by mogła teraz wpadać w panikę. Furia w oczach ojca wzrosła.
- Czarny Pan zawsze był z nami i zawsze będzie – powiedział chłodno, ukazując swoją lewą rękę, gdzie znajdował się wypalony, choć już wyblakły to wciąż widoczny, tatuaż.
- Ponoć przeszedłeś na dobrą stronę, ojcze. Gdyby nie ten fakt, to siedziałbyś w Azkabanie.
- Oficjalnie. Jednakże wiem, że oni, tak samo jak ja, pamiętają o czasach świetności naszego Lorda.
- Jesteś szalony.
- A ty jesteś tylko głupią dziwką, która poślubi Dracona Malfoy’a i da mu się pieprzyć, choćby miałaby być to ostatnia rzecz, którą zrobi w życiu.
W drzwiach pokoju ukazała się śliczna dziewczynka w wieku sześciu lat przebrana w długą pelerynę i przydużą tiarę. W małej rączce ściskała mocno, wystruganą z drzewa cisowego, różdżkę do zabawy. William Moore puścił starszą córkę i uśmiechnął się do młodszej. Zachęcił, by do niego podeszła. Julie wiedziała, że chce ją skrzywdzić dla przykładu, więc za nim sześciolatka zbliżyła się z uśmiechem do ojca, przykryła ją własnym ciałem, rzucając się na kolana i przytulając ją mocno.
- Martha idź do mamy.
- Dobrze Julie.
Marya Moore, matka dziewczynek, podeszła, niemal czołgając się, do córek i chwyciła młodszą za rączkę. Wyprowadziła ją z pokoju. Juliette patrzyła, jak odchodzą. Z melancholii wyrwał jej kolejny policzek ojca.
- Jestem dla ciebie wyjątkowo łaskawy. Powinienem już dawno temu zabić ciebie na oczach matki i Marthy. Twoja siostra jeszcze wyrośnie na ludzi. Ciebie zniszczyła Francja, niewdzięczna szmato.
Jednym ruchem zerwał z niej górę ubrań. Półnaga dziewczyna okryła swoje piersi i zaczęła cicho płakać. Jej ojciec zdjął ciężki, skórzany pas i wymierzył cios. Juliette krzyknęła z bólu. Jeszcze jeden cios. Wrzasnęła. Ostatni bat i dziewczyna niemal straciła przytomność. Ojciec wyszedł z pokoju, zostawiając córkę zapłakaną i na wpół przytomną, z czerwonymi śladami na plecach po ciężkim pasie, którym wymierzył karę za jej własne poglądy.

***

Draco siedział w gabinecie na fotelu z twarzą ukrytą w dłoniach. Tego właśnie się obawiał. Będzie ją musiał opuścić mimo tego, że ani on, ani ona tego nie chcieli. Poślubi przyjaciółkę Tracey Davis, bo tego wymagało dobro rodu. To wszystko było żałosne. Juliette owszem była miła i ładna, ale chłopak nie znał jej dobrze. Poza tym nie wyobrażał sobie życia bez Hermiony. Usłyszał pukanie do drzwi.
Dziewczyna o kasztanowych włosach weszła do pokoju i położyła mu rękę na ramieniu. Strącił ją momentalnie. Teraz był pewien, że musi zapomnieć.
- Nie rozumiesz? To koniec. Zanim zdążyło się zacząć, już musiało się skończyć. Nic na to nie poradzisz.
Hermiona nie wiedziała, co powiedzieć. Usiadła na biurku Harry’ego i patrzyła zasmuconymi oczami na chłopaka. Będzie musiała o nim zapomnieć. Na początku stwierdziła, że będzie to całkiem łatwe – i tak nigdy go nie kochała. Po chwili jednak jej świadomość przywołała obraz sprzed kilku minut.
- Kiedy ja…
Nie mogła tego powiedzieć. Powinna zastosować się do tego, co podpowiadał jej rozum. Wrócą do starego trybu życia jako znajomi i nikt więcej. Pogładziła naszyjnik, który dostała od Dracona. Zatrzymała się na fiolce. Zawahała się. W końcu szybkim ruchem rozpięła zapięcie i podała naszyjnik chłopakowi.
- Daj to narzeczonej. Na pewno jej się spodoba – powiedziała i obróciła się, szybko wychodząc z pokoju.
Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie. Po jej policzkach spływały ogromne łzy. Po drugiej stronie drzwi stał chłopak, opierając się dokładnie tak samo jak ona. W prawej ręce trzymał mocno naszyjnik i patrzył na wyryty na fiolce ledwo widoczny napis.

***

Peron był pełen ludzi. Piękny pociąg czekał i zachęcał swoim wyglądem uczniów do zajmowania miejsc. Wśród nich był Draco Malfoy. Na jego ramieniu spoczywała ręka matki, rozpromienionej od ucha do ucha. Niestety nie można było tego powiedzieć o jej synu. Jego przybita mina zdradzała wszystko, o czym wtedy myślał. Jego ojciec, widząc zachowanie Dracona, wyjął z płaszcza czarne pudełeczko i podał synowi.
- Oficjalnie oświadczysz się pannie Moore w lutym. Jej rodzina nalegała na Walentynki. Od teraz jesteście parą. Koniec z innymi dziewczynami. Pannie Moore należy się szacunek, jako twojej przyszłej żonie.
Chłopak kiwnął głową i schował pudełko z pierścionkiem. Należał do jego świętej pamięci babki. Tej samej babki, która urodziła ciotkę Bellę, jego matkę i Andromedę, której córka Tonks została zamordowana przez Bellatrix Lestrange. Miła rodzinka. Mordujmy się wszyscy nawzajem, bo przecież ród musi być najważniejszy.
- Proszę wsiadać!
Chłopak złapał za kufer i klatkę z sową i bez pożegnania ruszył do pociągu. Idąc do przedziału Ślizgonów, minął Ginny Weasley. Nie powiedziała nic, tylko popatrzyła na niego smutno. On nawet nie podniósł wzroku, przepuścił ją jedynie, by mogła przejść. Draco wrzucił swój kufer i klatkę na półki przy suficie pociągu. Usiadł na wygodnym, obitym zieloną skórą siedzeniu. Patrzył na peron. Po chwili zauważył dziewczynę ze zdjęcia, które przesłała mu matka. Na żywo była jeszcze piękniejsza. Juliette żegnała się właśnie z młodszą siostrą, Marthą, oraz matką. Ojca nie było na peronie. Z zamyślenia wyrwał go Blaise, który razem z Pansy zajęli miejsca naprzeciw niego.
- Witaj Smoku! – powitał go przyjaciel.
- Cześć Diable – mruknął, nie odrywając spojrzenia od blondynki, która znikała właśnie we wnętrzu pociągu.
- Jak minęły ci święta? – zapytał, podnosząc wymownie brew.
- Dobrze.
- A Hermiona?
- Jeszcze lepiej – mruknął – Pocałowałem ją.
Pansy uśmiechnęła się. To samo zrobił Blaise. Draco natomiast nie zmienił swojego wyrazu twarzy. 
- Wiedziałam, że coś się w końcu stanie!
- I stało się… - jego ton głosu był niemalże grobowy.
Do trójki przyjaciół zbliżyła się piękna, wysoka blondynka. Była ubrana w długą do kolan, prostą, czarną sukienkę z golfowym wykończeniem dekoltu i czarnym skórzanym pasem. Przyciemniane pończochy dodawały nieco koloru skórze dziewczyny. Na nogach miała natomiast proste czarne szpilki. Poruszała się z gracją. Gdy zatrzymała się przy Ślizgonach, odrzuciła swoje długie włosy do tyłu. Cała trójka wstała.
- Witaj, Draco. Jestem Juliette Moore. Pewnie już wiesz, że… - zaczęła, uwalniając powoli swój piękny głos.
- Wiem – przerwał jej chłopak, po czym zwrócił się do zbitych z tropu przyjaciół – To Julie. Moja przyszła fiancée.
- Ale jak to narzeczona? A Herm… - zaczęła Pansy, lecz Blaise kopnął ją dyskretnie w łydkę.
- Bardzo mi miło – powiedział, ujmując dłoń nowoprzybyłej i składając na niej delikatny pocałunek – Blaise Zabini, przyjaciel Draco.
Pansy natomiast skinęła głową:
- Pansy Parkinson.
- Zechcesz z nami usiąść? – zapytał chłodno Malfoy.
- Oczywiście.
Zajęła miejsce obok przyszłego partnera. Zgodnie z zaleceniami rodziny starała się być blisko niego. Draco ujął jej rękę, by zachować pozory. Wtedy pociąg ruszył. Chłopak po raz ostatni zobaczył rodziców. Na ich twarzach malował się triumfujący uśmiech, gdy zobaczyli syna z Moore. On natomiast był zdziwiony zachowaniem dziewczyny. Nigdy nie spotkał takiej, która zachowywała się, jakby miała lodowe serce. Juliette traktowała go jak równego sobie, lecz umiała okazać należny mu szacunek. W końcu to ona przyłącza się do rodziny Malfoy’ów, nie odwrotnie.
- Czego taka piękność szuka w pochmurnej Anglii? – zapytał w końcu Blaise.
- Po ukończeniu Beauxbatons moi rodzice postanowili, bym wyuczyła się tego, co w naszej Akademii nie było uczone. Chciałabym poznać więcej przydatnych zaklęć. U nas dominowały lekcje tańca, historii i savoir-vivre, ale mieliśmy również eliksiry, transmutację, zaklęcia… Lecz w bardzo okrojonym zakresie. Te ostatnie pół roku ma mnie przygotować do dalszego życia u boku Draco – wyjaśniła i złapała chłopaka za ramię, opierając swoją głowę na jego ramieniu.
- Gdzie chciałabyś trafić? – Pansy nie traktowała Julie jeszcze jak swojej.
- Do Slytherinu, oczywiście. Inne domy nie są warte...
Draco w końcu nie wytrzymał.
- Dziewczyno, do cholery! Nie ma już wojny. Wypowiadaj się tak, jak chcesz, a nie jak wypada w arystokratycznym gronie. Zachowaj sobie te gierki na spotkanie z moimi starymi – warknął.
Juliette wyprostowała się i spuściła głowę.
- Jak sobie życzysz.
Draco zerwał się z miejsca.
- Idę się przejść.
Młody Malfoy musiał przyznać, że gdyby dziewczyna nie zachowała się tak ulegle i miała więcej własnego zdania, mógłby się z nią zaprzyjaźnić. Nie wyobrażał sobie jednak z nią życia do końca swoich dni. Tak widział natomiast Hermio… Nie mógł myśleć o Gryfonce. Nie wiedział, gdzie iść, więc pozostał na korytarzu i patrzył przez okno na zmieniający się krajobraz.

***

Hermiona siedziała w przedziale z kolanami pod brodą. Nie odezwała się ani słowem od czasu wejścia do pociągu. Ginevra patrzyła na nią z zatroskaną miną, zajmując miejsce naprzeciw.
- Hermiś, nie możesz się zasmucać. Trzeba żyć dalej. To nie jego decyzja.
Po policzku dziewczyny spłynęła łza. Ostatnio była zdolna tylko do tego, do płaczu. Wyzwalał on emocje, które kryła w swoim sercu. O wiele za długo. Pierwszy, nagły ich upust przyszedł wraz pocałunkiem. Wszystko jednak nabrzmiało wraz z listem od Malfoy’ów. Nadmiar emocji zaczął kipieć jak mleko, zbyt długo podgrzewane sytuacją w jej otoczeniu. Uwalniał się z niej wraz ze łzami jak para wodna w gotującej się wodzie.
- On cię kocha.
Wtedy już nie wytrzymała i wybuchnęła głośnym płaczem. Właśnie to ją najbardziej bolało. Świadomość, że ją kocha, a ona kocha jego. Nagle poczuła na sobie czyjeś ramię. Nie była to jej przyjaciółka. Obejmował ją nie kto inny jak Ron.
- Idź – powiedziała tylko.
- Przepraszam cię. Zachowywałem się jak idiota. Zepsułem ci całą szansę.
- To nie ty. To ona ją zepsuła. Julie z Beauxbatons. Jest zabójczo piękna. Przy niej Draco na pewno zapomni o mnie. A ja nie zapomnę o nim…
Ron czuł się nieco niepewnie, gdy opowiadała mu o relacji, łączącej ją ze Ślizgonem, jednakże przytulił ją mocno, a ta wypłakała się w jego czerwony sweter. Po chwili do przedziału wszedł również Harry. Otwierając drzwi, Hermiona kątem oka zobaczyła jak Luna całuje się z Teodorem Nottem. Niemal tak namiętnie jak i ona z Malfoy’em…
- Hermiono, masz ochotę na sok dyniowy? – zapytał nieśmiało Wybraniec, wiedząc, że pocieszanie nie należy do jego najlepszych stron.
- Nie, Harry. Dziękuję.
Wszyscy usiedli obok niej i przypatrywali się jej w milczeniu. Ona natomiast ślepo śledziła zmieniający się szybko krajobraz za oknem.

~~~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~~~

Rozdział nie należy ani do długich ani do krótkich. Myślę, że jest w sam raz. Przedstawiłam w nim głównie inną stronę Julie. Przy okazji chciałabym wytłumaczyć etymologię imion jej rodziny: Julia z Romea i Julii, siostra Martha - opiekunka Julii z tego samego dramatu, William - imię Szekspira, Marya - imię matki Szekspira. Julie będzie obecna już do końca historii. W związku z tym jutro updatuje zakładkę Bohaterowie. Jeżeli chcecie skorzystać z faktu, iż jutro zostaję w domu zapraszam do komentowania. Rozdział pojawi się jutro około godzin obiadowych jeżeli pod tym rozdziałem zostawicie 15 komentarzy do jutra, do południa. Mam nadzieję, że wszystkim się bardzo podoba.

Love,
Expecto

PS Jeżeli macie jakiekolwiek pytania zapraszam na mojego aska (http://ask.fm/CallMeExpecto).